Brocante, vide-grenier, braderie – co kupuję na francuskich pchlich targach?

Zabieram Was dziś na niecodzienną wycieczkę. Pokażę Wam francuskie targi staroci od ich zarówno urokliwej, jak i bardzo użytecznej strony. Opowiem o tym, czym różni się vide-grenier od brocante, co i za ile tam kupuję oraz jakie perełki można tam znaleźć. Chodźcie – poszperamy razem w pięknych gratach! 😉

Jesień to we Francji czas powrotu do normalności po wakacyjnej przerwie, to także czas wietrzenia strychów, jesiennych porządków i przygotowywania mieszkań na nadchodzącą zimę. We wrześniu i październiku we wszystkich większych i mniejszych miastach, na wioskach i osiedlach miejskich organizowane są liczne targi staroci, zbiórki starych i niepotrzebnych rzeczy oraz ich wymiana. Myślę, że jest w tym trendzie wiele słuszności, a jeszcze więcej użyteczności.

Pchle targi we Francji mają charakter bardzo towarzyski. Organizacja takiego lokalnego brocante staje się wydarzeniem dla całego miasteczka, a także okazją do spotkań, spacerów i rozmów dla jego mieszkańców. Można śmiało powiedzieć, że to takie małe święto miasta. I jak to dla Francuzów – znakomita okazja do wyjścia z domu, wypicia apero ze znajomymi czy zjedzenia obiadu na mieście po udanych zakupach. Za to ich lubię! Potrafią korzystać z życia i nadawać mu odświętny charakter, robiąc czasami „coś” z niczego.

Brocante, braderie czy vide-grenier?

Wybierając się na francuski targ staroci warto wiedzieć, że tego typu imprezy mają we Francji różne nazwy i odmienny charakter.

Salon s’antiquaire to prawdziwa gratka dla koneserów i wyższa półka w hierarchii pchlich targów. Można tu kupić głównie meble, dzieła sztuki i książki. Wielu sprzdawców tego typu antyków we Francji specjalizuje się w meblach z danej epoki, np. czasów Ludwika XVI. Tacy specjaliści zobligowani są do wykazania autentyczności sprzedawanych eksponatów.

Brocante to z kolei bardzo popularny we Francji rodzaj pchlego targu, gdzie spotkacie profesjonalnych sprzedawców staroci i kolekcjonerów, którzy znają się na antykach i na nich zarabiają. Tutaj znajdziecie piękną porcelanę, biżuterię i masę bibelotów, które choć czasami są bardzo cenne – można kupić także w bardzo okazjonalnych cenach. Zróżnicowany jakościowo i cenowo asortyment przyciąga na brocante spore grono zainteresowanych, zarówno tych znających się na starociach, jak i zupełnych amatorów, którzy przychodzą tu popatrzeć, poszperać i okajonalnie kupić jakąś książkę lub element déco do mieszkania.

Jeśli braderie, to na pewno w Lille. Co roku, w pierwszy wrześniowy weekend, to miasto na północy Francji zamienia się w jeden wielki kiermasz staroci. Zjeżdżają się tu kolekcjonerzy, pasjonaci i poszukiwacze „skarbów” z całego świata. Miałam okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu dwa razy i byłam zachwycona. Znajdziecie tam wszystkie możliwe cuda: porcelanę z całego świata, książki w różnych językach, zabytkowe umywalki, toalety, rowery, lalki angielskie, militaria, mnóstwo drobnicy, bibelotów, monet etc., etc. Tutaj i tutaj przeczytacie moje relacje z tej niezwykłej imprezy, okraszone dziesiątkami zdjęć rozmaitych skarbów z całego świata.

 

Vide-greniers w dosłownym tłumaczeniu znaczy opróżnianie strychów. Jak dla mnie to jedna z najciekawszych francuskich form wyprzedaży staroci. Może wziąć w niej udział każdy, kto ma na sprzedaż lub wydanie niepotrzebne już rzeczy. Są to przedmioty bardzo różnej jakości, ale znawcy i tutaj potrafią wyszperać cenne perełki za przysłowiowe grosze. Vide-greniers cieszą się we Francji ogromną popularnością – tutaj można obkupić się w przydatne na co dzień rzeczy – sprzęty codziennego użytku, zabawki, ciuchy, książki, płyty i bibeloty. Osobiście uwielbiam tego typu kiermasze i kupiłam na nich niejedną świetną rzecz za niewielkie pieniądze!

Marché aux puces, foire à tout, foire fouilles, pucier, bric à brac – wszystkie te wydarzenia mają charakter vide-grenier, różnią sie jedynie nazwą, często w zależności od regionu, gdzie są organizowane.

Moim ostatnim odkryciem (dzięki niezastąpionej Słowiance z Paryża ;)) jest Bric à Brac, czyli połączenie targu staroci ze sklepem używanych rzeczy, prowadzony przez fundację. Wielka hala, gdzie można kupić niemalże wszystko w bardzo korzystnych cenach.

Francuzi idą jeszcze dalej. Ostatnio w Lyonie,  w jednej z najbardziej nowoczesnych i prestiżowych dzielnic – Confluence, mieszkańcy zroganizowali  tzw. Gratiféria, czyli darmowy kiermasz. To znaczy każdy mógł tu przynieść swoje nieużywane i niepotrzebne już rzeczy, a inni mogli je zabrać za darmo do domu. Wystarczyło małe pomieszczenie przy osiedlowej bibliotece, żeby nastąpiła korzystna dla dwóch stron wymiana. Sama wyszłam stamtąd z książkami, płytami i długopisami. Doskonała inicjatywa!

Co, gdzie i za ile – czy warto kupować na pchlich targach we Francji?

No dobrze, to gdzie i po co warto się udać na zakupy? Czy grzebanie w starych gratach nie jest stratą czasu? Czy kupowanie używanych rzeczy ma sens?

Moim zdaniem ma. I to ogromny.  Z kilku powodów.

Jeśli nie jesteś fanką antyków, przedmiotów z duszą czy też używanych rzeczy, to są jeszcze przynajmniej dwa powody, dla których warto odwiedzić francuski targ staroci.

Po pierwsze taki kiermasz to prawdziwe kulturowe doświadczenie. Dla mnie oglądanie przedmiotów, dawnych gazet, plakatów, książek w starych oprawach, flakonów perfum to swoista podróż w czasie do minionych epok. Lubię też podglądać, czego szukają i co kupują Francuzi.

Po drugie ekonomia, czyli oszczędności. Francuskie targi staroci to miejsca, gdzie można kupić wyjątkowe rzeczy lub nietuzinkowe prezenty za naprawdę niewielkie pieniądze. Wiele razy zdarzyło się nam, że szliśmy na kiermasz po prostu z ciekawości, a wracaliśmy z bardzo trafionymi zakupami, które w sumie wyniosły nas nie więcej niż 10 euro. Sic!

Ostatnio uświadomiłam sobie, że praktycznie wszystkie lampy w naszym mieszkaniu pochodzą z pchlich targów. I niekoniecznie dlatego, że były tanie, po prostu w żadnym salonie meblowym ani tym bardziej sieciówce nie znaleźliśmy tak nastrojowych i eleganckich lamp, które dają ciepłe, przyjemne światło, na jakim nam zależało.

Kiermasze staroci są świetną alternatywą po przeprowadzce, gdy jesteśmy zmuszeni umeblować i udekorować od nowa całe mieszkanie. Zwłaszcza we Francji, gdzie większośc mieszkań na wynajem, to po prostu puste cztery ściany. Urządzenie i wyposażenie mieszkania we wszystkie niezbędne sprzęty to ogromny koszt, często na detale dekoracyjne brakuje już funduszy, wówczas polecam Wam wycieczkę po targach staroci. Przetestowałam 😉 Gdzie szukać pchlich targów? Zajrzyjcie na stronę Brocabrac – tu znajdziecie informacje o wszystkich pchlich targach w Waszym regionie. Najtaniej jest zazwyczaj na vide-grenier.

Po trzecie – po erze pustych półek sklepowych, które pamiętają nasi rodzice, nastała inna era –  skrajnego, chorego konsumpcjonizmu. Patrząc na zmiany klimatu (które widać za oknem gołym okiem), bez popadania w skrajne ideologie, trudno nie przyznać racji, że jesteśmy odpowiedzialni za świat, w którym będą żyły nasze dzieci i wnuki. Trudno też nie zauważyć ilości śmieci, które wynosimy codziennie z naszego domu. Czy nazwiemy to działaniem w tak modnym ostatnio duchu zero waste, czy też zwyczajną potrzebą lub chęcią oszczędzania – korzyści są podwójne. Dla nas i przyszłości naszej planety.

Co kupuję na francuskich targach staroci?

Nie jestem ani specjalistką od staroci, ani kolekcjonerką, choć pewnie zamiłowanie do szperania w bibelotach i gromadzenia różnych przedmiotów (także rupieci;)) mam po tacie, który akurat jest w tej branży specem. Bywam i kupuję na kiermaszach głównie z tych wszystkich powodów, które wymieniłam wcześniej.

Lubię wyszukiwać różne perełki, zastanawiać się do kogo należał dany przedmiot i jaka historia się z nim wiąże. To taka podróż w czasie, ale też spotkanie z poprzednim właścicielem. 😉 To zresztą ciekawy fenomen psychologiczny, kiedy dana rzecz przyciąga naszą uwagę i nie potrafimy przejść obok niej obojętnie.

Tak się złożyło, że w ostatnich miesiącach mieliśmy dużo szczęścia i natrafialiśmy na wymarzone lub upatrzone gdzieś wcześniej rzeczy, np. stylowe biurko z rzeźbieniami w  Bric à Brac za 30 euro i drewniane krzesło obrotowe (w świetnym stanie!) za jedyne 15 euro.

Co jeszcze kupujemy?

KSIĄŻKI – na każdym pchlim targu znadziecie stosy książek, w tak korzystnych cenach, że nie da się po prostu nie skorzystać. My kupujemy niemal za każdym razem. Mój ostatni łup z darmowej wymiany to książka kucharska i pozycja jak być prawdziwą damą. 🙂

MAGAZYNY PODRÓŻNICZE – mamy swoje ulubione francuskie magazyny podróżnicze, które są dla nas często inspiracją do zwiedzenia poszczególnych regionów Francji. Pięknie wydane, z dokładnymi mapami i dodatkami są stosunkowo drogie, bo kosztują ok. 8-10 euro. Mieliśmy sytuację, że ze względu na oszczędności zrezygnowaliśmy z zakupu nowego numeru, a dwa dni później na brocante kupiliśmy całą serię za, UWAGA, 1 euro!!!

LAMPY – jak już wspominałam, pchle targi to świetne miejsce na szukanie pięknych, niebanalnych przedmiotów do naszych wnętrz. Za dwie małe, oryginalne lampki do sypialni zapłaciliśmy kiedyś 5 euro i lubimy je do dziś. Nasz ostatni łup to duża, elegancka lampa salonowa za 3 euro.

Porcelana – uwielbiam, mam mnóstwo filiżanek i szczególną słabość do białej porcelany z niebieskimi wzorami. Kilka lat temu upolowałam taki zestaw dwóch malutkich filiżanek z podstawkami, cukiernicą i mlecznikiem, za który zapłaciłam 2 euro!

Mój ostatni łup to zestaw 11 talerzyków śniadaniowych z jesiennym motywem listków za jedyne 5 euro!

Bibeloty i wyjątkowe przedmioty – w zasadzie to były pojedyncze przypadki, ale są takie rzeczy, których szukałam w sklepach i nie znalazłam, a natrafiłam na pchlim targu, np. na wymarzony obraz czy stylowe pudełko w kształcie książki. To są takie rzeczy, w których człowiek zakochuje się niewytłumaczalnie i nie potrafi przejść obok nich obojętnie 😉

Praktyczne przedmioty i sprzęty do domu – to domena vide-grenier, znajdziesz tu wszystko, np. wieszak na klucze, łyżka do butów etc. Drobne przydatne rzeczy za symboliczne 1 euro albo kilka dziesiąt centów.

Prezenty dla bliskich – jeśli w rodzinie są kolekcjonerzy jakichś przedmiotów, to pchli targ jest fantastycznym miejscem, by znaleźć tu coś rzadkiego i oryginalnego. A ja lubię kupować prezenty na długo przed świętami – nie znoszę tej gorączki na ostatnią chwilę.

A Wy lubicie pchle targi czy buszowanie w starociach to raczej nie dla Was? Udało Wam się kiedyś upolować coś cennego lub wymarzonego za niewielkie pieniądze? Pochwalcie się! 🙂

*******************************************Witaj!********************************************

Cieszę się bardzo, że odwiedziłe(a)ś mój blog!

Napracowałam się przy tym tekście, więc będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz jakiś ślad swojej obecności: komentarz, like lub udostępnisz dalej znajomym, którym może się ten artykuł spodobać.

Dla Ciebie to tylko sekunda, a dla mnie sygnał, że moja praca miała sens!

Dziękuję! <3

 

 

2 comments
7 likes

Komentarze

  • Regina

    6 listopada 2019 at 22:18
    Reply

    Jestem pod wrażeniem różnorodności pchlich targów. Sama czasami wyrzucam rzeczy w dobrym stanie już niepotrzebne, bo nie mam co z nimi zrobić. […] Read MoreJestem pod wrażeniem różnorodności pchlich targów. Sama czasami wyrzucam rzeczy w dobrym stanie już niepotrzebne, bo nie mam co z nimi zrobić. Szkoda, że u nas nie ma takich możliwości czy tradycji. Kiedyś w Toruniu miałam okazję pospacerować i pooglądać wiele ciekawy rzeczy. Myślę,że tata na francuskim pchlim targu znalazłby niejedną perełkę. Świetnie napisany artykuł, gratuluję wiedzy i kunsztu pisarskiego. Pozdrawiam 🙂 Read Less

    • Monika
      to Regina

      7 listopada 2019 at 17:36
      Reply

      Dziękuję bardzo za tyle miłych słów Pani Regino :) oj szkoda wyrzucać, to prawda, takie wyprzedaże niepotrzebnych rzeczy czy wymiany to genialne rozwiązanie. Może mój […] Read MoreDziękuję bardzo za tyle miłych słów Pani Regino :) oj szkoda wyrzucać, to prawda, takie wyprzedaże niepotrzebnych rzeczy czy wymiany to genialne rozwiązanie. Może mój tata powienien takie coś zapoczątkować w regionie i zorganizować? ;) Miał okazję być tutaj na kilku targach staroci i oczywiście nie wrócił z niczym ;) Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie :) Read Less

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Chcesz otrzymywać listy z Francji? Wpisz poniżej swój adres email, zapisz się do newslettera.

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty