Emigrantko, zadbaj o siebie!

Będziesz miała milion powodów, by zapomnieć o sobie. Bo mąż, bo dzieci, bo narzeczony, obiad i pranie, praca, wieczorem kurs francuskiego i codzienne wyzwania nowej, emigracyjnej rzeczywistości. Wszystko bardziej skomplikowane i nieoswojone. Wszystko wymaga więcej czasu, energii, wydeptania nowych ścieżek i wychodzenia ze strefy komfortu. Ułożenia na nowo spraw, obowiązków, życia zawodowego i rodzinnego. Łatwo się w tym zatracić, pogubić, zapędzić. A przecież każda z nas ma tylko określony zasób energii i odporności na stres.

Zadbaj o zdrowie

Będziesz miała milion powodów, by nie dbać o siebie i swoje zdrowie. Brak czasu, a przede wszystkim brak wiedzy będą Cię skutecznie zniechęcać, a badania okresowe będziesz odkładać na „święte nigdy”. Bo nie masz jeszcze ubezpieczenia albo wybranego lekarza rodzinnego. Bo nie znasz żadnych specjalistów, nie Wiesz tak do końca jak to tu wszystko funkcjonuje, a często boisz się wizyty z obawy, czy Twój poziom języka okaże się wystarczający.

Zadbaj o dietę

Nie będzie czasu na zdrową dietę i sport. A nawet jeśli, to znalezienie odpowiednich sklepów, produktów, polskich odpowiedników wymaga trochę kombinacji i czasu. Łatwo się zniechęcić i pójść na skróty, kupować gotowce o nieznanym składzie lub zapychać makaronem. Będzie też wiele pokus, by zachłysnąć się nową kuchnią i specjałami, które choć tak smaczne – niekoniecznie są lekkie i zdrowe. Bagietki, maślane croissanty, sery, pasztety, zapiekanki ziemniaczane, wino i słodkie trunki na aperitif to prawdziwa uczta dla podniebienia, ale też bomba kalorii i tłuszczu.

Pewnego dnia nie wstaniesz z łóżka…

I wszystko jest ok, dopóki jesteś zdrowa, działasz, pracujesz, ogarniasz dom i codzienne życie. I nagle przychodzi dzień, kiedy nie jesteś w stanie wstać rano z łóżka. To nie musi być wylew, nowotwór czy zawał serca. To może być tak potworny ból kręgosłupa i rwa kulszowa, które doprowadzą Cię do płaczu i nie pozwolą ani wstać, ani pójść do pracy, ani nawet zrobić śniadania. To może być depresja, która skrada się dzień po dniu, odbiera chęci do życia i wszelkiej aktywności, odbiera sens życia. To może być zapalenie ucha, nerek, wysoka gorączka czy ból zęba, z którymi nie da się normalnie funkcjonować. Wtedy nie wystarczy wizyta w aptece czy zażycie tabletek przeciwbólowych przywiezionych jeszcze z Polski. Wtedy trzeba działać natychmiastowo. Potrzeba lekarza, przychodni, ubezpieczenia, odpowiednich leków i zwolnienia lekarskiego do pracy.

O ile prościej, spokojniej i bezpieczniej byłoby, gdybyś zadbała o to wcześniej. A przecież może być jeszcze gorzej. Różne choroby rozwijają się w naszym ciele początkowo bez żadnych objawów i niepokojących symptomów. Ból to już faza zaawansowana. Guzek wykryty podczas kąpieli to ogromny strach i stres. Można temu zapobiec, można żyć bez lęku, badać się regularnie, konsultować ze swoim lekarzem lub mieć znajomego dentystę, który przyjmie Cię w nagłej sytuacji. Tak naprawdę to są podstawowe sprawy, które zazwyczaj bagatelizujemy i odkładamy na później. A później może być różnie.

Moja historia

Miesiąc temu rozpoczęłam swoją historię z francuską służbą zdrowia. Po raz pierwszy po pięciu latach emigracji.

Któregoś dnia po prostu ból nogi nie pozwolił mi rano wstać z łóżka, a leki przeciwbólowe przestały działać. Ale tak naprawdę już od jakiegoś czasu czułam, że moje ciało się buntuje. Przez ostatnie lata ciągle się coś działo, sporo zmian i permanentnego stresu oraz wysiłku dla organizmu.

Kiedy przyjechałam do Francji, moje ciało absolutnie nie było przyzwyczajone do ciężkiej, fizycznej pracy. A taką właśnie była moja pierwsza posada pokojówki w hotelu, a potem kelnerki, gdy spędzałam długie godziny na nogach. Mój kręgosłup zaczął się buntować, ale ja bagatelizowałam sprawę myśląc sobie, że przecież młoda jestem do licha, a miliony ludzi na świecie pracuje fizycznie, także z bolącymi plecami. Powiedzmy sobie szczerze: jaka durna byłam! Teraz czeka mnie sporo pracy, czasu i pieniędzy do wydania, by powrócić do dawnej formy i aktywności, jeśli to w ogóle okaże się możliwe.

Przy okazji wizyty u lekarza poprosiłam o skierowanie na wszelkie możliwe badania okresowe i je zrobiłam.

To jest, dziewczyny, nasz obowiązek! Wobec siebie, swoich dzieci, mężów i rodzin. To jest taki sam, a nawet ważniejszy, obowiązek niż dbanie o dom. Co Ci po nim, jak nie będziesz miała sił i zdrowia, by się nim cieszyć i zajmować? Albo podróżować, gdy ledwo chodzisz z bólu? Wiem, co mówię.

Wierzę w to, że nasze ciała są bardzo mądre i dają nam sygnały. Wiem też, że na emigracji dużo trudniej jest zadbać o siebie, szczególnie na początku. Dlugofalowy stres nigdy nie pozostaje bez konsekwencji. Bagietki i nadmiar wina także. Sypią się włosy, skóra nie taka, brak tej samej energii, co kiedyś. Trzeba się przemóc, Zacząć od jednego kroku, telefonu. We Francji bez problemu można umówić się na wizytę przez internet, np. na portalu Doctolib.fr. Możecie popytać na grupach fejsbukowych o rekomendacje, możecie poprosić kogoś, by poszedł z Wami w roli tłumacza, a nawet zapłacić za tę pomoc. Da się. Mówię Wam. Od zdrowia się wszystko w życiu zaczyna i na nim się kończy.

Francja to nie Afryka, ale też nie Polska

Gdy wyjeżdżałam na ponad pół roku do Afryki, zrobiłam wszystkie konieczne badania i szczepienia. Odwiedziłam dentystę, ginekologa i innych specjalistów. Starannie się przygotowałam, zaopatrzyłam w leki, moskitierę, odpowiednie ubrania, a także niezbędną wiedzę na temat tropikalnych chorób i prewencji. Zadbałam o witaminy i specjalne kremy z filtrem.

Kilka lat później, przeprowadzając się do Francji, nie byłam już taka przezorna i zorganizowana, co było wielkim błędem. Wydaje się nam, że Europa stała się naszym wielkim domem, jedną globalną wioską, w której granice pomiędzy krajami są tylko formalnością. A przecież to nieprawda.

Są różnice klimatyczne, inna woda, a przede wszystkim odmienne nawyki żywieniowe. Nasz organizm, który funkcjonował w określonych warunkach przez kilkadziesiąt lat, musi się na nowo odnaleźć i przystosować. To dla niego wysiłek, nawet jeśli nam się wydaje, że te zmiany gołym okiem są niezbyt widoczne. Jestem ciekawa, ile z Was bardzo przytyło albo schudło na emigracji? Bo ja we Francji osiągnęłam swoją najniższą i najwyższą wagę w życiu. Jestem przekonana, że to nie przypadek.

W pierwszych latach emigracji wszelkie badania kontrolne robiłam przy okazji wizyt w Polsce. To jest jakieś rozwiązanie, ale niekoniecznie najlepsze. Kiedy dysponuje się zaledwie kilkoma dniami, lepiej ten czas poświęcić swoim bliskim i przyjaciołom, niż lekarzom i przychodniom. Nieprawdaż?

Poza tym dziś uważam, że ubezpieczenie zdrowotne, znalezienie przychodni i swojego lekarza rodzinnego, a także dentysty powinno być dla nas priorytetem tuż po przyjeździe na emigrację. Tak samo, a nawet bardziej istotnym niż znalezienie pracy. Ja wprawdzie wykupiłam sobie specjalne ubezpieczenie turystyczne na pierwsze miesiące pobytu we Francji, to jednak z zalatwianiem Carte Vitale i szukaniem lekarzy działałam już bardzo, bardzo opieszale. Zawsze było coś ważniejszego do zrobienia. Do czasu.

Infekcja zęba zmusiła mnie do natychmiastowej wizyty u dentysty, którego znalazłam z przypadku. Ten sam dentysta okazał się przyjmować w pomieszczeniu, które przypominało bardziej skansen niż gabinet dentystyczny 21. wieku, a sam specjalista zamiast wyleczyć mi zęba złamał go i posklejał na słowo honoru. Nigdy więcej do niego nie wróciłam, a jakiś czas później znalazłam wspaniałą, nowoczesną klinikę, gdzie bezboleśnie i w świetnych warunkach wyleczyłam infekcję i usunęłam zęba. Chyba nie muszę dodawać, jak bardzo żałowałam, że dopiero teraz do niej trafiłam. No cóż, uczymy się na błędach, a uwierzcie mi mało co jest w stanie tak niezwłocznie zmobilizować człowieka, jak bolący ząb. Żeby zaoszczędzić sobie bólu, pieniędzy i stresu, lepiej jednak zadbać o to zawczasu.

Zadbaj o bezpieczną przyszłość

Badania i wizyty kontrolne u lekarzy powinny być dla nas normą, tak w Polsce, jak i na emigracji. To po prostu podstawa i nasz obowiązek.

Ale zdrowie to niejedyny aspekt, o który warto zadbać tuż po przyjeździe. My, kobiety, żeby świetnie czuć się ze sobą i w swojej skórze, potrzebujemy pójść do fryzjera i kosmetyczki, pojechać do spa lub zrobić je sobie w domu. Warto rozejrzeć się w swojej dzielnicy i znaleźć takie swoje miejsce odnowy, a jeśli blokuje Was bariera językowa, możecie znaleźć Polki, które pracują na emigracji jako kosmetyczki, makijażystki i fryzjerki. To niezwykle ważne, by wychodzić z domu, poszerzać kręgi znajomych i tworzyć swój własny mały świat w nowym kraju.

Jeśli w Polsce uprawiałyście jakiś sport lub miałyście hobby, nie rezygnujcie z tego na emigracji. To będzie Wam potrzebne bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Ja nie wyobrażam sobie życia bez pisania, dlatego założyłam bloga. Dzięki temu spełniam się twórczo, co jest ważniejsze dla mnie i mojego poczucia własnej wartości niż jakiekolwiek pieniądze.

Zadbaj o swoją niezależność

Ale pieniądze też są ważne i będziesz ich potrzebować. I tu przechodzę do bardzo istotnej, moim zdaniem kluczowej kwestii -niezależności finansowej. To równie ważne, jak i trudne. Znam to z autopsji. Przyjeżdżamy tu często do naszych mężów, narzeczonych, zostawiając swoją prace i karierę zawodową, których często z różnych powodów nie jesteśmy w stanie kontynuować na emigracji. Słaba znajomość języka nie skreśla nas może na francuskim rynku pracy, ale najczęściej nie pozwala pracować w swoim zawodzie. Imamy się różnych prac i zajęć, czasami zostajemy w domach z dziećmi. A czas leci. Nieubłaganie. I może być różnie.

Nigdy nie mamy gwarancji, że ten związek się uda. Że któregoś dnia nie zostaniemy same, bez mieszkania, bez pracy, bez środków do życia i daleko od rodziny oraz ojczystego kraju. To, że zostawiamy nasze życie w Polsce i decydujemy się na emigrację ze względu na partnera nie oznacza, że ten związek musi się udać, że nasze „poświęcenie” musi zaprocentować. Nic nie musi. Życie tak nie działa. Wręcz przeciwnie. W każdym, nawet najlepszym związku, zdarzają się trudne momenty, zawahania i zawirowania życiowe. Czasami chwile rozstania i powroty. Czasami rozwody, a nawet rozłąka na zawsze.

Znam kilka takich historii Polek, które poruszyły mnie do głębi. Wy także piszecie mi czasami, że Wasze związki nie przetrwały próby. Mam wspaniałą koleżankę, której mąż został tutaj zamordowany, a ona wraz z dziećmi przeszła istną gehennę. Jest niesamowita i silna. Wyjątkowa. Poradziła sobie, bo od zawsze pracowała i dbała o swoją niezależność.

To nie musi nas spotkać i miejmy nadzieję, że nas nie spotka, ale nie znamy przyszłości. Któregoś dnia nasz partner może zachorować lub same postanowimy odejść. Dokąd? Za co będziemy żyć? Jak będziemy żyć? Czy mamy swoje sprawy, swój margines życia? Czy mamy przyjaciół?

Zadbaj o swój świat

No właśnie. Będziesz miała milion powodów, by skupić się tylko na życiu we dwoje. W końcu po to tu przyjechałaś. Za miłością. Albo po to, żeby Wam sie lepiej żyło razem. Zachłyśniesz się tą obecnością i codziennością we dwoje. Koniec tęsknoty, czas na nadrabianie czasu, spełnianie marzeń. Pragniesz stworzyć Wasz piękny, nowy świat. Wasz dom, Wasze rytuały. Wspólna kawa, zakupy, apero na balkonie, weekendowe podróże. Ten kokon jest cudowny i bezpieczny. Ale do czasu.

Któregoś dnia być może zatęsknisz za chwilą oddechu (a być może nie;)), za babskimi pogaduchami przy kawie czy piwie. Za swobodą w wydawaniu pieniędzy. Choćby na prezent dla ukochanego. Niezależnością finansową, która pozwala czuć się dobrze i bezpiecznie na co dzień. By czuć się dobrze także w związku. By nie obawiać się przyszłości i cieszyć się codziennością. By pozwalać sobie na małe przyjemności i spełniać marzenia.

Tego Ci z całego serca życzę. I sobie, w dniu swoich 35. urodzin, w 10. rocznicę spełnienia mojego największego marzenia życia, gdy wylądowałam na misji w Afryce i 5. rocznicę wyjazdu do Francji. Aż strach się bać, gdzie będę za 5, 10, 15 kolejnych lat 😉

Zambia

Wodospady Wiktorii, Zambia.

Jezioro Tanganika, Zambia.

Dziewczyny – zadbajcie o siebie! Kiedy ostatni raz robiłyście badania okresowe?

*******************************************Witaj!********************************************

Cieszę się bardzo, że odwiedziłe(a)ś mój blog!

Napracowałam się przy tym tekście, więc będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz jakiś ślad swojej obecności: komentarz, like lub udostępnisz dalej znajomym, którym może się ten artykuł spodobać.

Dla Ciebie to tylko sekunda, a dla mnie sygnał, że moja praca miała sens!

Dziękuję! <3

0 comments
16 likes

Related posts

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Chcesz otrzymywać listy z Francji? Wpisz poniżej swój adres email, zapisz się do newslettera.

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty
ad