Emigrować i nie zwariować: Wielkanoc na emigracji – po polsku czy po francusku?

Tak to już jest, że w życiu najbardziej doceniamy to, co stracimy. To, co staje się odległe lub nieosiągalne. Tak też było w moim przypadku, gdy któregoś dnia okazało się, że święta spędzę we Francji. Wtedy po raz pierwszy w życiu poczułam, jak bardzo brakuje mi polskich tradycji i jak jestem do nich przywiązana: do opłatka, pierogów, pisanek, żurku, przygotowywania święconki o poranku w Wielką Sobotę. I choć Boże Narodzenie prawie co roku spędzamy w Polsce, to Wielkanoc – z ubiegłorocznym wyjątkiem – zawsze we Francji.

Po polsku czy francusku?

Uwielbiam podglądać Francuzów w ich codziennym życiu i inspirować się francuskimi zwyczajami, ale trzeba przyznać, że w przypadku Świąt mają ich niewiele. Są regiony Francji, w których tych tradycji jest więcej, ale mieszkając przez ponad 4 lata w Paryżu, osobiście w okresie Wielkanocy nic szczególnego nie doświadczyłam. Nic, czego bym nie znała.

Choć oboje jesteśmy Polakami, to jako zwolenniczka korzystania z dóbr obu kultur, na których styku przyszło mi żyć, dbamy w domu o polskie zwyczaje, ale chętnie też przemycamy to, co lubimy i co podoba nam się we francuskim stylu życia. Zatem nasze święta to trochę taki kulturowy misz-masz, francusko-polski. Myślę, że większość Polaków na emigracji ma dokładnie tak samo.

Wielkanoc po francusku

Niedziela Palmowa

W Niedzielę Palmową, która rozpoczyna Wielki Tydzień, we francuskich kościołach jest bardziej tłoczno niż zazwyczaj. Tego samego nie można jednak powiedzieć o Niedzieli Wielkanocnej, kiedy większość Francuzów, korzystając z długiego weekendu, wyjeżdża najczęściej za miasto lub po prostu na urlop.

Palmy francuskie mają niewiele wspólnego z tymi, które znamy z Polski. Są to symboliczne gałązki, najczęściej bukszpanu (w innych regionach oliwne lub palmowe), które można nabyć za dobrowolną kwotę na dziedzińcach kościołów. Gałązki powinny być potem spalone, a popiół wykorzystany podczas Środy Popielcowej w przyszłym roku.

Są regiony we Francji, gdzie tradycją są… słodkie palmy, niekiedy w bardzo frywolnych kształtach, o czym przeczytacie sobie u Madou en France. Liturgia i msza św. przebiegają tak samo jak w Posce.

Cho-cho-cho-chocolat!

Na kilka tygodni przed Wielkanocą (Pâques) trzeba wyposażyć się w ogromne pokłady silnej woli, gdy przyjdzie nam mijać ociekające czekoladą witryny sklepowe. Warto dodać – przepiękne witryny. Francuzi potrafią robić takie cuda z czekolady, że trudno oprzeć się, by nie przystanąć i pokontemplować te niebanalne formy, misterną robotę i eleganckie pudełeczka, w które chciałoby się to wszystko spakować i obdarować całą rodzinę. Francuzi są dla mnie mistrzami w zakresie dekoracji i aranżacji wnętrz butików, sklepów i resturacji. Nawet sklepy mięsne można tu podziwiać z zachwytem. Piekarnie, cukiernie, kawiarnie – mam wrażenie, że w tych miejscach pracują sami pasjonaci, że nie ma tu ludzi z przypadku, dlatego choć jest ich sporo, to utrzymują się na rynku od pokoleń.

Symbole Wielkiej Nocy we Francji to tak jak u nas jajko – symbol życia, a także zające, kurczaki, rzadziej baranki, które znajdziecie w tysiącach czekoladowych form i odsłon oraz… dzwony, ale o tym za chwilę. W kwiaciarniach i sklepach pojawiają się żonkile i ozdoby z kwiatów oraz dekoracyjnych kurczaczków, ale próżno tu szukać rzeżuchy, bazi czy dyngusa. Kupicie tutaj ozdobne jajeczka, ale tradycja malowania jajek, tak powszechna w polskich domach, tutaj raczej nie istnieje. Wprawdzie można kupić barwniki do koloryzacji, ale tylko w niektórych sklepach i pamiętam bardzo dobrze, ile się ich naszukałam. Nieznana jest zupełnie tradycja święcenia pokarmów, chyba że we francuskiej parafii proboszcz jest Polakiem.

Polowanie na jajka

Największa i najbardziej znana tradycja francuska związana ze Świętami Wielkanocnymi to chasse aux oeufs, czyli poszukiwanie czekoladowych smakołyków w niedzielne przedpołudnie. To uciecha głównie dla dzieci, które od rana przeszukują ogródki, ale warto dodać, że chasse aux oeufs organizowane jest także na większą skalę, jako atrakcja wielkanocna we wszystkich mniejszych i większych francuskich miastach. Zazwyczaj płaci się bilet wstępu, a następnie w określonym miejscu, np. na terenie pałacowego ogrodu czy miejskiego parku uczestnicy udają się na polowanie jajek. Otrzymują oczywiście odpowiednie wskazówki i mapy, dzięki czemu zabawa jest bardziej interesująca i z pewnością ekscytująca.

Skąd ta tradycja? Związana jest w dzwonami, o których wspomniałam wcześniej. Legenda głosi, że w Wielki Czwartek dzwony udały się do Watykanu (dlatego milkną w tym czasie), by powrócić w Niedzielę Wielkanocną, zrzucając do ogródków czekoladowe smakołyki.

Muszę Wam powiedzieć, że tradycja szukania słodyczy czy prezentów w wielkanocny poranek nie była dla mnie żadną nowością i zdziwiłam się, kiedy okazało się, że dla wielu Polaków jest to zwyczaj zupełnie nieznany. 

Chcesz prezent? Zrób gniazdko dla zająca!

W moim domu rodzinnym (pochodzę z okolic Torunia) razem z bratem w Wielką Sobotę przygotowywaliśmy gniazdka, w których zając zostawiał dla nas prezenty. W niedzielny poranek zrywaliśmy się z łóżek i biegliśmy sprawdzić, co na nas czeka w ogródku. To nie były tylko słodycze, ale często książki, zabawki, płyty. Którejś Wielkanocy moi Rodzice poszli o wiele dalej i na Święta dostałam… rower, pięknego górala, którego mam do dziś 😉 Ale wyobraźcie sobie moją konsternację, gdy w gniazdku nie znalazłam nic poza kartką „PREZENTÓW SZUKAJ W DOMU – ZAJĄC”, a następnie odkrywałam kolejne kartki-wskazówki, prowadzące okrężnymi ścieżkami, poprzez garaż i podwórko, aż w końcu natknęłam się na mój wymarzony rower. Mój tata jest mistrzem takich niespodzianek i muszę przyznać, że nasi rodzice sprawiali, że każde Święta były dla nas magiczne, a dzieciństwo niezwykłe. Mam zamiar tę tradycję w swoim domu podtrzymać.

Ale nie tylko rodzice, bo okazuje się, że moi dziadkowie byli prekursorami francuskiej tradycji w naszej rodzinie 😉 W Niedzielę Wielkanocną jeździliśmy zazwyczaj do moich dziadków na uroczysty, świąteczny obiad, następnie wszystkie wnuki biegły do ogrodu i szukały słodyczy, które babcia z dziadkiem skrzętnie chowali w różnych zakamarkach. Ile gwaru i radości było w tym ogrodzie!

Wielkanocny poranek

We francuskich kościołach nie ma mszy św. rezurekcyjnej we wczesnych godzinach porannych w niedzielę. Francuzi nie celebrują też uroczystego śniadania wielkanocnego. Za to na odświętny obiad często podaje się jagnięcinę, choć to też zależy od regionu. Na deser ciasto czekoladowe lub truskawkowe (charlotte aux fraises), zazwyczaj przepięknie udekorowane, nawiązujące formą do gniazda. Kupiliśmy taki torcik na naszą pierwszą Wielkanoc we Francji i muszę Wam powiedzieć, że to było chyba najpyszniejsze ciasto, jakie tutaj jadłam! Każdy detal, nawet dekoracyjny, był po prostu przepyszny. Popularny jest tutaj też nid de Pâquesczyli ciasto na bazie drożdży, trochę przypominające naszą babkę wielkanocną.

W Poniedziałek Wielkanocny nikt nikogo tu nie oblewa, ani nie traktuje dyngusem, bo tradycja śmigusa-dyngusa nie jest tu w ogóle znana. Możecie więc spokojnie spacerować po miastach, bez obaw, że ktoś z pistoletem wodnym czai się za rogiem. Ale to chyba akurat dobra wiadomość, prawda? 😉

Wielkanoc po polsku we Francji

Jak wygląda zatem nasza Wielkanoc na emigracji? Zazwyczaj spędzamy Święta u kuzynki Muszkietera, która mieszka tu we Francji już ponad 20 lat. To u niej poznałam zwyczaj jedzenia jagnięciny w towarzystwie ziemniaczków i fasolki w Wielkanocną Niedzielę, choć nasze śniadanie świąteczne bazuje głównie na polskich specjałach. W tym roku spotykamy się u nas w Lyonie i tu spędzamy Wielkanoc.

 

Emigrant musi sobie radzić

Gdzie znaleźć we Francji polski żurek, kiełbasę, chrzan czy ogórki kiszone do sałatki? Są dwie możliwości: albo przywieźć samemu z ojczyzny (jak tylko mogę, to robię takie zapasy), albo kupić w polskim sklepie lub u rodaków-przewoźników, którzy stacjonują w określonych miejscach, np. pod polskim kościołem i ogłaszają się w internecie. Można tam również zaopatrzyć się w wielkanocne baranki, koszyki i polskie ozdoby. W Paryżu nie ma z tym żadnych problemów, ale np. w Lyonie już nie jest to takie proste. Nie ma tu polskich sklepów, ale słyszałam, że w rosyjskich można kupić niemalże wszystko, co polskie. Podobno ceny są baaardzo wygórowane, ale czego się nie robi dla swojskich smaków i tradycji…;)

Polsko-francuskie menu

Na naszym wielkanocnym stole nie może zabraknąć żurku, polskich wędlin i kiełbas (też francuskich), chrzanu, polskiej sałatki jarzynowej i faszerowanych jaj. Oczywiście będzie francuska bagietka, deska serów oraz francuski serek faisselle ze śmietaną, rzodkiewką i szczypiorkiem. Podzielimy się też świątecznym, święconym jajkiem. Na obiad jagnięcina z pieczonymi ziemniaczkami w ziołach i w towarzystwie fasolki.

Deser również polsko-francuski. Nie wyobrażam sobie tych Świąt bez babki wielkanocnej, więc nie zniechęcam się zakalcami i w tym roku po raz kolejny będę eksperymentować 😉 Będzie też polski tradycyjny sernik i mój popisowy francuski majstersztyk: tarta cytrynowa z bezą, która nieskromnie mówiąc wychodzi mi obłędna!

Tradycji stanie się zadość

Pisanki

Kiedy we francuskich sklepach nie mogłam znaleźć barwników do malowania jajek, uciekałam się do naszych staropolskich, naturalnych metod i barwiłam w łupinach cebuli oraz w wodzie po gotowaniu czerwonej kapusty. Zamiast bazi i dyngusa przynoszę ładne gałązki z pączkującymi listkami i zawieszam na nich małe, ozdobne jajeczka. Dekoruję dom również bukszpanem, który kupiłam w Niedzielę Palmową pod Bazyliką NotreDame de Fourvière.

Święconka

Nie zabraknie święconki, z którą udamy się w sobotni poranek do polskiego kościoła. W ubiegłych latach mieliśmy ogromne szczęście, bo okazało się, że w pobliskiej, francuskiej parafii proboszczem jest Polak, który podtrzymywał tę polską tradycję i zachęcał również Francuzów do wlączenia się w nią.  Każdy z nas, przybyłych (tak Polaków, jak Francuzów), zostawiał temu przesympatycznemu księdzu jakiś przysmak na stół wielkanocny. Trafili się nawet Rosjanie, którzy święcili w koszyczkach…wódkę 🙂

Choć przysmaków i tradycji polskich nie zabraknie, to jednak niedzielne popołudnie spędzimy w stylu francuskim, czyli wyjazdowo. Planujemy wypad do Szwajcarii nad Jezioro Genewskie i szczerze mówiąc to brzmi dla mnie jak wizja wymarzonych już dawno, dawno temu Świąt.

Kochani Moi Czytelnicy, już dziś życzę Wam wszystkiego najlepszego na nadchodzące Święta! Gdziekolwiek będziecie, spędźcie ten czas wielkanocny, tak jak tego potrzebujecie i jak lubicie. Dużo radości, pasji życia, chęci i energii do wyzwań dnia codziennego! Niech wiosna zagości w Waszych sercach!

Napiszcie proszę, jak Wy planujecie spędzić te nadchodzące Świeta? W Polsce, na emigracji, w innych krajach. Podsyłajcie też linki do zwyczajów i tradycji w miejscach, w których mieszkacie, chętnie poczytam!!! No i powiedzcie proszę, że nie tylko mi zając przynosił prezenty?? 😀

*******************************************Witaj!********************************************

Cieszę się bardzo, że odwiedziłe(a)ś mój blog!

Napracowałam się przy tym tekście, więc będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz jakiś ślad swojej obecności: komentarz, like lub udostępnisz dalej znajomym, którym może się ten artykuł spodobać.

Dla Ciebie to tylko sekunda, a dla mnie sygnał, że moja praca miała sens!

Dziękuję! <3

2 comments
8 likes

Related posts

Komentarze

  • Dee Lukasik

    27 kwietnia 2019 at 10:03
    Reply

    Spedziłam raz Wielkanoc we Francji i akurat trafiliśmy na procesję w Perpignane, nie zapomnę tych okapturzonych, zamaskowanych twarzy nigdy. No i faktycznie na wystawach czekolada […] Read MoreSpedziłam raz Wielkanoc we Francji i akurat trafiliśmy na procesję w Perpignane, nie zapomnę tych okapturzonych, zamaskowanych twarzy nigdy. No i faktycznie na wystawach czekolada przyprawia o zawrót głowy Read Less

    • Monika
      to Dee Lukasik

      28 kwietnia 2019 at 13:22
      Reply

      A to niezwykłe doświadczenie musiało być! Widzę, że naprawdę często bywasz we Francji, uwielbiam te Twoje relacje z wycieczek, kiedy wymykasz się o świcie, by […] Read MoreA to niezwykłe doświadczenie musiało być! Widzę, że naprawdę często bywasz we Francji, uwielbiam te Twoje relacje z wycieczek, kiedy wymykasz się o świcie, by zwiedzić kolejne miasteczko z listy "le plus beaux villages de France" ;) a czekoladę lubisz? ;) Read Less

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Chcesz otrzymywać listy z Francji? Wpisz poniżej swój adres email, zapisz się do newslettera.

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty
ad