Francuski przez Skype’a? – swoje patenty na efektywną naukę języka zdradza Kasia Tirilly, nauczycielka francuskiego online, emigrantka i autorka popularnego bloga „Bretonissime”

Kasia to osoba, której blog, a właściwie jeden szczery artykuł, odmienił moją emigrację. Jest także, mogę śmiało powiedzieć – „matką chrzestną” mojego blogowania, która od lat motywuje mnie do pisania w sieci. W realu spotkałyśmy się tylko raz, ale są takie tematy, które tylko z nią mogę „przegadywać” godzinami na messengerze. Na co dzień z wielką pasją promuje wśród rodaków Bretanię, gdzie mieszka ze swoim mężem i synkiem. Kasia z wyksztalcenia jest romanistką i jedną z najczęściej polecanych nauczycielek języka francuskiego wśród emigrantów. Poprosiłam ją o rady i wskazówki pomocne w nauce języka i wyszedł nam baardzo długi tekst, ale jest w nim tyle konkretów, wartościowej wiedzy i darmowych patentów, że musicie go przeczytać do końca. A może lekcje francuskiego online są właśnie dla Ciebie?

W jaki sposób nauczyłaś się języka francuskiego, jakie metody się sprawdziły w Twoim przypadku, a co uważasz za stratę czasu?

Moja sytuacja jest pewnie dość specyficzna w porównaniu do większości emigrantów – nie chodziłam nigdy na żadne kursy z francuskiego, ponieważ ukończyłam filologię romańską i przeprowadziłam się do Bretanii, mówiąc już płynnie w języku Moliera. Naukę zaczęłam w liceum i to, że francuski od razu przypadł mi do gustu, zawdzięczam na pewno w dużej mierze mojej fantastycznej licealnej nauczycielce.

Następnie, podczas studiów, co roku wyjeżdżałam do Francji na całe lato: nie jako turystka, ale do pracy lub na wolontariat. Uważam, że było to niezwykle ważne doświadczenie językowe, kulturowe i po prostu życiowe.

Nieustanny kontakt z żywym językiem w codziennych sytuacjach, „zanurzenie się” w języku, było według mnie niezbędnym dopełnieniem studiów i nauczyło mnie równie wiele co wykłady i ćwiczenia na uniwersytecie.

Nie przypominam sobie metod, które byłyby stratą czasu. Oczywiście na studiach zdarzały się przedmioty, które mniej mnie interesowały, ale myślę, że tak jest na każdym kierunku. Pamiętam, jak na zajęciach tłumaczyliśmy kiedyś jakiś specjalistyczny tekst, instrukcję obsługi. Dla mnie była to straszna nuda i pomyślałam sobie, że na pewno nigdy nie przyda mi się słowo „agregat”… Jednak życie zaskakuje i miałam okazję, podczas pracy jako tłumacz ustny, potrzebować tego słówka.

Punkt widzenia filologa, który skupia się na najmniejszych detalach, jest jednak inny niż osoby, która języka potrzebuje do codziennego życia w kraju francuskojęzycznym. W nauczaniu stawiam zdecydowanie na aspekty praktyczne, kulturowe jak i na tematy, które są zgodne z zainteresowaniami ucznia. 

Czy masz jakieś patenty na naukę?  Oczywiście te, które możesz zdradzić… 😉

Bardzo zachęcam do tego, by podejść do nauki świadomie. Zastanowić się, jakie metody u nas działały (w szkole, na kursach językowych), a które nigdy nie przynosiły efektów.  Ja szybko odkryłam, że jestem wzrokowcem, dlatego zawsze ważne były dla mnie dobre notatki z zajęć – inaczej wiele informacji by mi umknęło. Trudno mi też zapamiętać nowe słówko, gdy nie widzę, jak się je pisze – zwłaszcza we francuskim, gdy na jeden sposób wymowy przypada wiele różnych możliwości zapisu.

W toku nauki odkryłam też, że bardzo efektywne jest dla mnie powtarzanie materiału w duecie. Było to dla mnie dość zaskakujące odkrycie, ale okazało się, że pozwala to skutecznie łączyć przyjemne z pożytecznym – wspólna nauka była czymś bardziej atrakcyjnym niż samodzielne ślęczenie nad książkami. W czasach liceum i studiów było na to nieporównywalnie więcej czasu niż w dorosłym życiu, ale jeśli znamy kogoś, kto też chce uczyć się języka i jesteśmy na podobnym poziomie, to zachęcam do przetestowania tego sposobu.

Pytałaś o patenty na naukę – przeczytałam Twoje wskazówki i uważam je za niezwykle trafne, podpisuję się pod nimi! Spróbuję dorzucić coś od siebie:

1. Uczyć się słówek, jak i gramatyki w kontekście, czyli np. przepisać sobie całe zdanie, w którym pojawił się nowy zwrot, a nie uczyć się listy słownictwa „na sucho”. Nowych wyrażeń czy konstrukcji gramatycznych warto też spróbować użyć „po swojemu”, czyli ułożyć z nimi jakieś przykładowe zadanie, ustnie lub na piśmie.

2. Wykonując ćwiczenia z gramatyki, robić to „aktywnie”: nie wpisywać odpowiedzi na chybił trafił, tylko pomyśleć nad uzasadnieniem odpowiedzi. Możemy zastanowić się, dlaczego pasuje tu taka forma i czy w grę wchodziłaby ewentualnie inna, albo jak byśmy swoimi słowami wytłumaczyli regułę, którą trzeba tu zastosować. To pozwoli nam sprawdzić, czy faktycznie ją rozumiemy. Ja „męczę” w ten sposób moich uczniów i przynosi to fantastyczne efekty.

3. Przeplatać ze sobą różne metody, np. przy nauce gramatyki: tłumaczenie całych zdań, uzupełnianie pojedynczych form czasowników, pisanie własnych zdań, wyszukiwanie nowo poznanej konstrukcji w artykule z gazety czy w słowach piosenki.

4. W razie problemów z zapamiętaniem słówek, wymyślać sobie własne skojarzenia – im dziwniejsze, tym większa szansa, że utkną nam w pamięci. Kiedyś przy literowaniu ciągle myliły mi się litery G („że”) i J („żi”), aż skojarzyłam sobie wymowę „G” ze skrótem TGV, którego pisownię znałam od dawna. Gdy ciągle wylatywało mi z głowy słowo „rideau” (zasłony), pomoglo mi skojarzenie go z „rides”- zmarszczkami, bo materiał w zasłonach się marszczy. Jednak to, co pomogło mnie, niekoniecznie sprawdzi się u kogoś innego, dlatego zachęcam do tworzenia swoich skojarzeń. Ogólnie rzecz biorąc, opieranie się na tym, co już znamy, by przyswajać nowe informacje, to bardzo skuteczna metoda.

5.  Wykorzystywać wpadki, własne i innych, do nauki. Gdy popełnimy gafę, istnieje duża szansa, że ta krępująca sytuacja utkwi nam w pamięci i dzięki temu więcej nie powtórzymy tego samego błędu. Chętnie opowiadam anegdoty o swoich błędach lub zabawnych sytuacjach, których byłam świadkiem, bo wierzę, że to pomaga w zapamiętaniu informacji. Słowem: nie bójmy się błędów, tylko uczmy się na nich!

6. Otaczać się językiem: słuchać go, czytać, pisać. Wykorzystywać każdy pretekst i sytuację do nauki: ustawić język w telefonie lub na Facebooku na francuski, czytać etykiety produktów spożywczych, śledzić treści na Instagramie czy YouTube po francusku.

7. Stosować metodę małych kroków: lepiej uczyć się systematycznie i krótko, niż od czasu do czasu poświęcać na to długie godziny.

8. Wyznaczać sobie realne cele, doceniać swoje sukcesy i postępy: to pomoże się nie zniechęcać i być wytrwałym w nauce.

9. Zdjąć z siebie presję dotyczącą idealnego akcentu. Temat rozwinęłam kiedys na swoim blogu, LINK TUTAJ

Dbajmy o poprawną wymowę, ale nie narzucajmy sobie nierealnych oczekiwań

Bazując na swoim doświadczeniu jako nauczyciel i jako emigrantka, co poradziłabyś osobie, która dopiero przyjeżdża na emigrację i nie zna języka, a także osobie, która mieszka tu już kilka lat, komunikuje się, ale ciągle brak jej biegłości, by np. pracować w swojej branży. Jaką formę nauki powinna wybrać? Jak nabyć tę biegłość w mówieniu i pisaniu? 

„Świeżemu” emigrantowi radziłabym jak najszybciej rozpocząć naukę. Nie ma na co czekać! Uczestnictwo w kursie pomaga, oprócz budowania umiejętności językowych, nabrać pewności siebie w nowej sytuacji życiowej, „wyjść do ludzi”, nawiązać pierwsze kontakty a to czasem równie ważne co przyswajanie nowego materiału.

Jeśli na początku emigracji nie pracujemy zawodowo, to lekcje języka obcego dobrze wpływają na nasza psychikę: mamy konkretny cel, wyzwania, obowiązki, rytm dnia czy tygodnia, styczność z osobami w podobnej sytuacji.

Po przeprowadzce za granicę, przeskok z bardzo aktywnego życia do siedzenia samemu w czterech ścianach może być bardzo trudny i deprymujący – wiem to zarówno z własnego doświadczenia, jak i opowieści wielu emigrantów. Nauka języka pozwoli w mniejszej lub większej mierze tego uniknąć, warto więc to zrobić dla własnego dobra.

Osobie na wyższym poziomie zaawansowania, która jednak wciąż czuje się niepewnie, polecałabym indywidualne lekcje, które nauczyciel będzie mógł dopasować do jej potrzeb. Umożliwi to lepsze komunikowanie się w mowie i piśmie dzięki wyłapywaniu oraz poprawianiu przez specjalistę błędów i tłumaczeniu ich przyczyn. Jeśli interesuje nas jakaś konkretna branża, warto jak najwięcej czytać i słuchać na ten temat po francusku, by oswoić się ze specjalistycznym słownictwem.

Wiele razy słyszałam od moich uczniów, którzy mieszkają w krajach francuskojęzycznych i mówią już dobrze po francusku, że chcieliby, aby ich rozmówcy, np. współpracownicy, poprawiali ich błędy (by nie popełniać wciąż tych samych lub by uniknąć gaf), jednak tak się nie dzieje. Dlaczego?

Według mnie jest to dość delikatna sytuacja i rozmówca może czuć się skrępowany, by wytykać nam błędy, poza tym przez to rozmowa traciłby płynność, a przecież najważniejsza jest komunikacja, przekazanie informacji. Może też zdarzyć się po prostu tak, że nasz kolega lub koleżanka nie zwróci nawet uwagi na to, że zrobiliśmy błąd. Warto zauważyć, że nie każdy native speaker mówi poprawnie w swoim języku i niekoniecznie pamięta zasady gramatyki i umie je wytłumaczyć.

Nie dajmy się też zwariować – oczywiście warto wciąż doskonalić swoją znajomość języka, ale nie można wciąż myśleć o ewentualnych błędach, bo stąd już tylko krok do blokady językowej. 

Jaka jest Twoim zdaniem największa trudność w nauce francuskiego i jak sobie z nią poradzić?

Mam wrażenie, że często największa trudność „siedzi” w naszej głowie i jest nią nasze nastawienie.

Wiele osób już na starcie jest zniechęconych i niejako uprzedzonych do francuskiego, który ma – przynajmniej w Polsce – opinię trudnego języka, a według mnie ta etykietka jest trochę niesprawiedliwa.

Jasne, są pewne trudności – na początku na pewno jest to wymowa oraz ogromna różnica między tym, co słyszymy a tym, jak zapisujemy dane słowo. Później zaś, na dalszym etapie nauki, poznajemy różne niuanse i wyjątki, a tych we francuskim nie brakuje. Jednak każdy język ma przecież swoje zawiłości, spójrzmy choćby na nasz język ojczysty, który z pewnością do najłatwiejszych nie należy.

Apeluję więc: dajmy francuskiemu szansę! Gdy sama zaczęłam przyswajać ten język, bylam bardzo mile zaskoczona – okazało się, że słówka same wchodziły mi do głowy (kojarzyły mi się z angielskim lub z polskim, albo były dość intuicyjne), podobnie owiana złą sławą odmiana czasowników nie stanowiła dla mnie problemu. Trudniej było mi opanować hiszpańską leksykę i gramatykę, a przecież ten język cieszy się opinią „łatwego”!

Jedna z moich uczennic powiedziała mi, że zawsze chciała się nauczyć francuskiego, ale obawiała się, że nie da rady, bo jest przecież taki skomplikowany. W końcu postanowiła spróbować i okazało się, że przyswaja go z łatwością, a ilość podobieństw między angielskim (który zna biegle) a francuskim bardzo pozytywnie ją zaskoczyła. Żałowała, że zaczęła się tak późno uczyć i że przez uprzedzenia odwlekała realizację marzenia.

A co jeśli mimo dobrych chęci nauka przychodzi nam jednak z trudem? Postarajmy się jakoś ją uatrakcyjnić, np. słuchając muzyki po francusku lub oglądając filmy albo wykonując staranne notatki w ładnym zeszycie. Może zmotywuje nas wizja tego, co zmieni w naszym życiu lepsza znajomość języka: możliwość pracy w zawodzie, awans, nawiązanie głębszych relacji z „tubylcami” albo po prostu zadowolenie z siebie?

Trafiają też do mnie czasem osoby, które miały kiepskie doświadczenia w dotychczasowej nauce, ale czasem zmiana nauczyciela czy metod (np. inny podręcznik czy przeniesienie lekcji z późnego wieczora na poranki) działa cuda. Zamiast się męczyć, gdy coś zupełnie nie działa, próbujmy zmian.

Aha, jeszcze jedna ważna sprawa w nawiązaniu do ograniczeń, które siedzą w naszej głowie. Ogromną większość moich uczniów, mimo wielu różnic między nimi, łączy jedna cecha: ambicja. To z jednej strony nasz wielki atut: Polacy chętnie uczą się języków, poświęcają na to wolny czas i są w tym (zazwyczaj) wytrwali. Jednak jest i druga strona medalu: praktycznie każda osoba, która się do mnie zgłasza, zaniża swój poziom. Skromność jest w cenie, ale nie wpędzajmy się sami w niepotrzebne kompleksy!

Jak wybrać odpowiednią, najskuteczniejszą metodę nauki języka dla siebie? Czy taka w ogóle istnieje? 

Myślę, że świadomość swoich potrzeb, jak i predyspozycji zwiększa szanse na efektywną i przyjemną naukę, bez frustracji. Warto wykorzystać to, że jako dorośli nie jesteśmy już zmuszeni, jak w szkole, dopasowywać się do jednego obowiązującego modelu i spróbować znaleźć taki sposób, który będzie najlepiej z nami współgrał i pozwoli czerpać radość z doskonalenia poziomu języka.

Polecam odpowiedzieć sobie na przykład na takie pytania:

Dlaczego chcę się uczyć języka: dla siebie (jako hobby), jest mi potrzebny do pracy i/lub do codziennego życia za granicą?

Wolę zajęcia w grupie czy indywidualne?

Czy dobrze dogaduję się ze swoim nauczycielem? Motywuje mnie czy stresuje? Czy rozumiem, gdy mi coś tłumaczy? Czy nie wstydzę się przy nim, nie krępuję?

Czy jestem wzrokowcem, słuchowcem czy kinestetykiem?

Jak do tej pory uczyłem się innych języków: co było skuteczne, a co mnie nudziło?

Czy lepiej przyswajam materiał wieczorem czy rano? Czy mogę umówić się na zajęcia w porze dnia, gdy najlepiej funkcjonuję?

Jeśli mam nie najlepsze doświadczenia z dotychczasowej nauki języka, to czy wiem, z czego one wynikały? (np. negatywne nastawienie, niedopasowany podręcznik, kiepski kontakt z nauczycielem, lęk przed ośmieszeniem w grupie itp)?

Czy jestem w stanie samodzielnie się motywować, czy potrzebuję mieć nad sobą przysłowiowego „bata”?

Co mnie motywuje? Czy chciałbym podejść do jakiegoś certyfikatu, czy to zupelnie nie moja bajka?

Czy lubię technologiczne nowinki, które mogłyby wspomóc naukę, jak np. aplikacje w telefonie?

Odpowiedzi powinny nakierować nas na to, czego właściwie szukamy. Są osoby, którym odpowiada tryb „szkolny” (podręcznik, ćwiczenia z gramatyki, notatki, zadania domowe) i osoby, które mają na takie metody alergię i szybko się nudzą. Niektórzy świetnie odnajdą się w grupie, inni nigdy dobrowolnie nie odezwą się na forum albo będą się wstydzili powiedzieć, że czegoś nie zrozumieli. Tymczasem na lekcji sam na sam z nauczycielem ten problem zniknie. Większość z nas potrzebuje zewnętrznej motywacji, ale zdarzają się jednostki, które bardzo dużo robią we własnym zakresie – wtedy można rozważać nawet samodzielną naukę.

Jeśli trochę czasu minęło, odkąd zakończyliśmy edukację szkolną lub dodatkowe kursy i właściwie sami nie jestesmy pewni, co nam odpowiada, przetestujmy różne sposoby, a metodą prób i błędów dojdziemy do tego, co się w naszym przypadku sprawdza.

 Opowiedz o swoich lekcjach języka francuskiego na Skype. Komu i w jaki sposób mogą pomóc?

Uczę na Skype już od ładnych paru lat i miałam kontakt z przeróżnymi osobami (wszystkie poziomy zaawansowania, duży rozstrzał wiekowy, różny poziom wykształcenia), więc mogę śmiało stwierdzić, że taka formuła odpowiada na wiele potrzeb.

Dla mnie zalety lekcji online to:

  • brak ograniczeń geograficznych i możliwość kontaktu z nauczycielem, który na co dzień ma kontakt z „żywym” językiem

  • elastyczność godzinowa (możemy mieć lekcje wtedy, gdy szkoły językowe są zamknięte) i „życiowa” (prowadziłam zajęcia z młodymi mamami, które nie miały opcji wyjścia z domu na kurs, bo nie miały z kim zostawić dziecka)

  • oszczędność czasu i funduszy (brak dojazdów)

  • możliwość odrobienia zajęć (jeśli uczeń powiadomi mnie z wyprzedzeniem o nieobecności związanej np. z urlopem czy delegacją, umawiamy się na zajęcia w innym terminie, a np. w szkole czy na kursie te lekcje by mu przepadły)

Tak się składa, że zgłaszają się do mnie głównie emigranci, którzy albo nie znaleźli dla siebie oferty na miejscu (bo np. nie pasowały im godziny zajęć lub nie wyobrażali sobie kursu z native speakerem), albo przetestowali dostępne opcje i nie byli z nich do końca zadowoleni. Mam też uczniów z Polski.

Moim zdaniem nie ma wielkiej różnicy między zajęciami online a korepetycjami twarzą w twarz. Dzięki kamerze czuję się tak, jakby uczeń faktycznie siedział naprzeciw mnie, a dzięki temu, że korzystam z komputera, mogę też na bieżąco robić dla ucznia notatki, co jest według mnie atutem.

Jeśli ktoś zastanawia się nad lekcjami przez Skype, zachęcam do spróbowania. Zarówno ja, jak i wielu innych nauczycieli oferuje pierwszą, bezpłatną lekcję próbną, podczas której można się poznać i sprawdzić, czy taka wirtualna formuła nam odpowiada.

Kasiu, bardzo Ci dziękuję za tyle inspiracji i wartościowej wiedzy! Teraz pozostaje tylko działać! 🙂

Jeśli chcielibyście spróbować lekcji francuskiego przez Skype’a, to zapraszam Was na stronę Kasi lub napiszcie do niej maila na adres: bretonissime@gmail.com.

A jeśli szukacie native speakera, to Kasi mąż, Olivier, również udziela lekcji francuskiego online. TU znajdziecie jego stronę. Kontakt mailowy: uptofrench@gmail.com

0 comments
1 like

Related posts

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Chcesz otrzymywać listy z Francji? Wpisz poniżej swój adres email, zapisz się do newslettera.

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty
ad