Jesienią w Paryżu…

Wiecie, potrafię narzekać na Paryż. Potrafię go nie lubić i z niechęcią wsiadać w pociąg w kierunku dworca Saint-Lazare. Ale też niezmiennie potrafię się Paryżem zachwycić. Ten czas ponownych „ochów i achów” przychodzi systematycznie, co roku, wraz z jesienią. Bo ja uwielbiam Paryż właśnie wtedy. Gdy letni miejski ukrop i zaduch odchodzi w zapomnienie. Poranki są takie rześkie, pomieszane z zapachem kawy. W parkach już nie trzeba szukać cienia i ochłody, za to można brodzić w szeleszczących dywanach liści, czytać książkę na zielonej ławce i patrzeć jak promienie wrześniowego słońca igrają z kolorami jesieni. Lubię, gdy Francuzi wracają po urlopach do pracy i opowiadają w metrze, biurze i w kawiarni o swoich wakacyjnych wojażach, a dzieci ciągną za sobą nowe tornistry na kółkach. Miasto powraca na swój własny tor, na paryskie ulice powracają szaliki i eleganckie szpilki. Lubię to bardzo. No i te kasztany.

Z mojej pierwszej podróży do Paryża przywiozłam… kasztana. Znalazłam go pod jednym z wysokich drzew przy Trocadéro, na ulicy skąpanej w deszczu po porannej ulewie. Kasztan był piękny, duży, nieskalany żadną rysą ani niczyim dotykiem. Schowałam go do kieszeni i zapomniałam o nim. Jakaż to była radość, gdy będąc już w Polsce, spacerując po krakowskim rynku, schowałam dłonie przed zimnem i znalazłam go w poszewce kurtki! Może właśnie dlatego tak lubię jesień w Paryżu. Bo kojarzy mi się z moją pierwszą wizytą – jak chowaliśmy się przed deszczem pod parasolem, gdy po raz pierwszy ujrzałam Wieżę Eiffla, jak pachniało kawą na tarasach kawiarni o 8 rano, jak Francuzki pędziły do metra w swoich eleganckich garsonkach, a panowie przystojnieli dzięki urokowi szaliczków… Ciepło i zapach chleba buchające z boulangerie. Liście, kasztany i Wersal skąpany w jesiennym, pomarańczowym słońcu! I ja, przejęta tym, gdzie jestem, onieśmielona wielkością miasta i nieznajomością języka, zachwycona jego pięknem wyrytym w każdej fasadzie haussmanowskich kamienic. Nigdy tego nie zapomnę. A może inaczej – chcę zawsze to pamiętać.

Wczoraj dzwoni do mnie Muszkieter i przejętym głosem pyta: „Czy Ty Wiesz, że dzisiaj mija dokładnie 5 lat, jak po raz pierwszy zobaczyłaś na żywo Wieżę Eiffla???” Odjęło mi mowę. Nie, nie wiem. Romantyk – pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie. W takich momentach myślę sobie, że ten mój wybór emigracji był już wtedy przesądzony. Tamtej jesieni, która – choć o tym jeszcze nie wiedziałam, miała zmienić kompletnie bieg mojego życia. Wtedy pomyślałam sobie, że mogłabym tu zamieszkać. Że chciałabym może. A jak wiecie – trzeba uważać na marzenia. Niektóre z nich lubią się spełniać.

Przyjeżdżajcie jesienią do Paryża. Nigdy nie wiecie, jak to się skończy. 😉

2 comments
3 likes

Related posts

Komentarze

  • Agnes

    3 października 2019 at 21:36
    Reply

    Witaj, nie tylko Ty kochasz to miasto jesienią. Ja wracam tam tylko o tej porze roku. A w sercu na zawsze pozostanie mi przecudny kolorowy […] Read MoreWitaj, nie tylko Ty kochasz to miasto jesienią. Ja wracam tam tylko o tej porze roku. A w sercu na zawsze pozostanie mi przecudny kolorowy pejzaż wymalowany przed oczami, kiedy wyjechałam na szczyt Montparnasse pewnego wrześniowego popołudnia i zobaczyłam żółto pomarańczowo zieloną panoramę miasta. Pozdrawiam Cię serdecznie, fajnie się czyta Twoje teksty, bo czasem mam wrażenie, jakbym to ja pisała :-) P.s. Lyon niewiele odbiega urokiem od Paryża jesienią. Podrzuć kilka zdjęć jesiennego Lyonu! Read Less

    • Monika
      to Agnes

      4 października 2019 at 20:18
      Reply

      Agnieszko, bardzo dziękuję i bardzo się cieszę, że w tej swojej jesiennej fascynacji Paryżem nie jestem sama ;) Czyli coś jest na rzeczy ;) A […] Read MoreAgnieszko, bardzo dziękuję i bardzo się cieszę, że w tej swojej jesiennej fascynacji Paryżem nie jestem sama ;) Czyli coś jest na rzeczy ;) A co do Lyonu, ech może mnie Twoja prośba w końcu zmobilizuje do tego, żeby chociaż na jeden weekend zostać tutaj ;)Póki co zachłysnęłam się okolicznymi górami i wioskami ;) Ale plany są! :)Pozdrawiam serdecznie! Read Less

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Zapisz się na newsletter Emigrantki

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty