Paryska sobota. Nasza pierwsza randka poślubna w Paryżu

Z moją miłością do Paryża bywa różnie. Ale to już chyba stanie się tradycją, że jesienią odradza się we mnie apetyt, by to miasto odkrywać na nowo. Prawdą też jest, że po szalonych wakacyjnych wojażach, szukamy kolejnych możliwości zwiedzania i odkrywania nowych miejsc bez konieczności rujnowania portfela. Paryż, który mamy przecież w zasięgu ręki, wydaje się być świetną opcją, zwłaszcza w jesiennej oprawie. Powtarzam to jak mantrę od kilku lat, że jeśli do Paryża, to tylko na jesieni lub na wiosnę. No chyba, że korki i strajki Wam straszne, ale to już niestety nieodłączne elementy paryskiego „uroku” ;), na które nie ma rady.

W ubiegłą sobotę okazja była szczególna. Nasi francuscy znajomi wraz z życzeniami ślubnymi podarowali nam niezwykle przyjemną, romantyczną i w dodatku pyszną niespodziankę – obiad we dwoje w świetnej, eleganckiej restauracji niedaleko Hotelu Inwalidów (dzięki opcji Groupon). Poza tym, że było to dla nas miłym zaskoczeniem, uważam że sam pomysł na taki prezent wydaje mi się naprawdę świetny i wart naśladowania.

Mieliśmy do wyboru terminy weekendowe i konkretne godziny. Na zaproszeniu nie omieszkano nas upomnieć o odpowiednim stroju. Trochę mnie to niepokoiło, ale gdy weszłam na salę odetchnęłam z ulgą – wyglądaliśmy oboje co najmniej elegancko patrząc na resztę klienteli ;). Jedzenie było wspaniałe, a delikatny sernik z musem truskawkowym przebił wszystkie desery, jakie dotąd jadłam we Francji. Spędziliśmy tam ponad dwie i pół godziny, nie spiesząc się, rozpieszczając podniebienie, sącząc winko, rozmawiając i obserwując życie kulinarno-towarzyskie Francuzów. To lubię!

Uwielbiam chodzić do restauracji i jest to chyba jeden z moich najbardziej ulubionych elementów francuskiej kultury życia. Codziennej, nie tylko od święta. W restauracjach spotykają się wielopokoleniowe rodziny, młodzi zakochani, ale też starsze panie, dla których samotność nie jest przeszkodą, by wyjść z domu i pójść na pyszny obiad do lokalu, czy to w towarzystwie koleżanek, czy też w pojedynkę.

Trzydaniowy, suty obiad sprawił, że jednak chętnie wyturlaliśmy się z lokalu na spacer. Świeże powietrze i ruch dobrze nam zrobiły. Nie brakowało słońca, ale było rześko, jesiennie. Lubię tak.

Minęliśmy Hotel Inwalidów i udaliśmy się w stronę Polskiej Ambasady w Paryżu. Spacerowaliśmy po dzielnicy, podziwiając kamienice i urocze witryny knajpek. Znamy okolicę dość dobrze. Swego czasu Muszkieter pracował w tym sektorze, a ja często czekając na niego eksplorowałam klimatyczne uliczki i zaułki. Często miałam okazję podziwiać to miejsce o wschodzie słońca, szczególnie mój ulubiony Most Aleksandra III, co było niecodziennym przeżyciem.

Poszliśmy w kierunku Rue du Bac. Wróciły wspomnienia. Mijaliśmy dzielnicę, gdzie niegdyś mieszkali nasi przyjaciele, którzy dziś są już w Polsce. Ileż tam było długich, wesołych spotkań! Ile pysznego jedzenia, wina! Najlepsze mohito w wykonaniu K.! Ile wspaniałych rozmów o życiu! Ile śmiechu! Tęskno na serduchu!

Rue du Bac to wyjątkowa ulica. Przede wszystkim bardzo ładna i elegancka. Ale udaliśmy się tam z innego powodu. Doprawdy nie wiem, jakim cudem dopiero po 4 latach emigracji dowiedziałam się o istnieniu sanktuarium maryjnego w samym sercu Paryża!!! Byliśmy w tylu innych kościołach paryskich, a musiałam pojechać do Lyonu i zachwycić się Bazyliką Notre Dame de Fourvière, żeby mojemu mężowi przypomniało się o Chapelle Notre-Dame de la Médaille Miraculeuse, czyli Kaplicy Matki Boskiej od Cudownego Medalika, która znajduje się właśnie przy ulicy Rue du Bac.

Miejsce niezwykłe. Mały, ukryty za niepozorną bramą kościółek stał się celem pielgrzymów z całego świata. Tu znajduje się Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia. I tu w tym kościółku miały miejsce objawienia Matki Bożej, która ukazała się Świętej Katarzynie Labouré w 1830 roku, a które zapoczątkowały rozprzestrzenianie się Cudownego Medalika. Dziedziniec pełen jest tablic z podziękowaniami za otrzymane łaski i cuda, które wydarzyły się za przyczyną medalika.

Niezależnie od przekonań religijnych warto odwiedzić to miejsce, bo kaplica jest naprawdę piękna. Myślę, że poświęcę jej osobny wpis, póki co popatrzcie na zdjęcia. Mnie zachwyciły nie tylko ołtarze, ale przede wszystkim górujące nad nimi malowidło z zastępem aniołów wokół Matki Boskiej.

Wzięliśmy udział we Mszy św. i udaliśmy się na dalsze zwiedzanie Paryża. Dla zainteresowanych dodam tylko, że odbywają się tu również msze św. w języku polsku. Poniżej rozpiska na październik.

Nasz kolejny punkt to „dobre magazyny” – tak żartobliwie nazywam słynne paryskie magasins du bon marche, czyli charaktersytyczną galerię handlową Le Bon Marché. To miejsce kultowe, z tradycją sięgającą XIX wieku, z eleganckimi butikami i paryskim szykiem. Weszliśmy do środka tylko po to, by nacieszyć oczy smakołykami i produktami z najwyższych półek, ale też z ciekawości, co aktualnie nakręca paryski rynek zbytu, zwłaszcza w zakresie wystroju wnętrz.
Trafiliśmy nawet na polskie akcenty 😉 Całe szczęście, że syty obiad jeszcze nas trzymał, przychodząc tu na głodnego można wyjść zrujnowanym 😉

Udaliśmy się w kierunku luksusowego Hotelu Lutetia, którego piękną odrestaurowaną fasadę można podziwiać od niedawna. Przy okazji odkryliśmy, że miała się tu właśnie odbywać gala marki L’Oréal Paris.

Znaleźliśmy się na placu przy jednym z najpiękniejszych i najsłynniejszych kościołów paryskich – Saint-Sulpice. Tu też się działo. W środku zamontowano specjalne światła i ekran – trwały przygotowania do wieczornego koncertu Natashy Saint-Pierre. Byliśmy zdziwieni, że bilety kosztowały jedyne 15 euro. Piękne jest to miejsce. Ten plac z fontanną, ogromny kościół, otoczony tarasami urokliwych kawiarni. O zachodzie słońca szczególnie.

Żeby nie przedłużać mojej opowieści, dodam tylko, że naszą pierwszą poślubną paryską randkę skończyliśmy pijąc aperitif i słuchając muzyki na żywo w jednej z knajpek niedaleko Katedry Notre Dame. No już bardziej parysko być nie mogło 😉

Oczekujcie ciągu dalszego, bo muszę Wam powiedzieć, że to nie koniec poślubnych niespodzianek ;P Przed nami jeszcze romantyczny weekend w dowolnie wybranym miejscu we Francji z noclegiem, kolacją i śniadaniem, który sprezentowali nam nasi cudowni przyjaciele z Polski. <3 Już nie mogę się doczekać! A Wy gdzie randkujecie ze swoimi połówkami? 😉

0 comments
0 likes

Related posts

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Zapisz się na newsletter Emigrantki

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty