Pierwsza kawa w Lyonie

Dzień się już kończył. Nalałam sobie lampkę wina i wyszłam po raz ostatni na mój ukochany balkon z najpiękniejszym widokiem, jaki kiedykolwiek w życiu miałam. Z tym widokiem budziłam się i zasypiałam przez ostatnie trzy lata. Dominujące lata mojej emigracji, podczas których zmieniło się wszystko.

Pożegnanie

Na dalekim horyzoncie zapalały się powoli światła, a wstęga Sekwany migotała coraz słabiej w zapadającej ciemności. Ptaki świergotały jak szalone. Wpatrywałam się w ten horyzont łapczywym wzrokiem, chcąc zapamiętać ten obraz na resztę życia. To była moja ostatnia samotna, spokojna chwila w tym mieszkaniu, które nazajutrz mieliśmy opuścić już na zawsze. Tak jak i Paryż, jak i cały region Île-de-France, w którym spędziłam w sumie prawie 5 lat emigracyjnego życia.

To była moja chwila pożegnania i wdzięczności. Mieliśmy dużo, naprawdę dużo szczęścia, że znaleźliśmy takie miejsce i takie mieszkanie w regionie paryskim, uchodzącym za najdroższy i  – w porównaniu do reszty kraju -niezbyt ciekawy region Francji. W ciszy i spokoju, z panoramą na wzgórza, rzekę i urocze sąsiedzkie domy skąpane w zieleni. Pokochałam to mieszkanie całą sobą i naprawdę bardzo mocno się do niego przywiązałam. Po raz pierwszy, ku własnemu zaskoczeniu, równie mocno lubiłam wyjeżdżać, jak i wracać do naszego domu.

Wszystko ma swoją cenę

Ten komfort życia miał jednak swoją cenę. Płaciłam za niego godzinami spędzonymi w pociągach, metrze i autobusach: latem ścisnięta jak sardynka w nieklimatyzowanych wagonach pociągu, zimą zmarznięta na wskroś w oczekiwaniu na spóźniony pociąg. Płaciłam za niego koniecznością wstawania o jakichś chorych godzinach i walki o miejsce stojące w zapchanym przedziale, frustracją, złością i zmęczeniem podczas kilku miesięcy nieustannych strajków kolejarzy oraz niepewnością, czy i kiedy dojadę dziś do pracy lub czy uda mi się szczęśliwie być przed 19-tą w domu.

Stojąc na tym balkonie ja to wszystko dobrze wiedziałam, pamiętałam i rozumiałam. Byłam świadoma, dlaczego i po co wyjedżam oraz przekonana o słuszności naszej decyzji. Ale gdybyście mnie zapytali, czy jest coś, czego mi żal, gdy opuszczałam region Paryża, to odpowiedziałbym Wam bez zastanowienia, że tak, że jedną rzeczą, za którą na pewno będę tęsknić, to jest właśnie to nasze przytulne mieszkanko z wielkim balkonem, świergotem ptaków od rana i widokiem na połyskującą w słońcu Sekwanę. Tak naprawdę dopiero co urządziliśmy to nasze gniazdo, dopieściliśmy po swojemu w każdym kącie, zasadziliśmy kwiatki na balkonie, powiesiliśmy zdjęcia z podróży i pamiątki ze ślubu. I właśnie w tym momencie przyszło nam wyjechać. Przynieść z piwnicy kartony, zdjąć te zdjęcia i rozkręcić z powrotem meble. Czy los nie jest przewrotny?

Przeprowadzka po raz…

Doliczyłam się, że to była moja… 15-ta przeprowadzka w życiu. Dacie wiarę? Właściwie powinnam być już specjalistką w tym temacie, ale na pewno NIE czułam się nią wyjeżdżając do Lyonu. Stojąc wtedy na tym balkonie poczułam, że mój cały entuzjazm nagle gdzieś odpłynął i uświadomiłam sobie, że tak naprawdę po raz pierwszy w życiu się boję. Skala tej zmiany przerażała dużo bardziej niż wtedy, gdy wyjeżdżałam na misję do Afryki. A właściwie nie tyle rozmiar tych zmian, co strach przed porażką. Strach przed popełnieniem błędu. Strach, że rzucam się na naprawdę głęboką wodę, w której mogę utonąć. Że zaczynam praktycznie WSZYSTKO od nowa. Po raz kolejny.

Po 15-tu przeprowadzkach wiem już, że zmiana miejsca zamieszkania to nie tylko pakowanie kartonów. To jest zamykanie kolejnego etapu życia, czas porządkowania przestrzeni życia, dosłownie i w przenośni. Przeprowadzka to wysiłek tak samo fizyczny, jak i mentalny. Pisałam o tym TUTAJ, i TUTAJ, choć wtedy nie miałam bladego pojęcia o tym, jakie zmiany i dalekie przeprowadzki są jeszcze przede mną, a i ta z pewnością ostatnią nie będzie.

Od nowa

Sącząc wino na balkonie i żegnając się z tym miejscem, zastanawiałam się, jak to będzie. Czy i jak szybko zadomowię się w nowym mieszkaniu, mieście, pracy? Czy pokocham mój nowy dom? Czy szybko się przyzwyczaję? Czy ptaki będą mi świergotały pod oknem od rana? Czy znajdę swój sklep z ulubioną ekspedientką? Swoją ulubioną bagietkę i masło? Czy polubię sąsiadów tak jak tutaj? Czy będę się czuć bezpiecznie? Jakie odgłosy i zapachy staną się moją codziennością? Każdy dom ma przecież swój własny, specyficzny zapach, ulica swoje dźwięki, a okno widoki. Jak będzie mi tam smakować kawa?

Pierwsza kawa na nowym

Dziś znam już odpowiedź na większość tych pytań. Mam swoją ulubioną ekspedientkę w piekarni, ale nadal poszukuję swoich niezawodnych składników do domowej pizzy.

Jak smakowała moja pierwsza kawa na nowym? Dziwnie. Musiałam przyzwyczaić się do smaku innej wody. Ale dziś właśnie piję już drugą latte i nie zauważam żadnej różnicy.

I tak chyba jest ze wszystkm w życiu.

To, co było wczoraj nowe, dziwne, obce – dziś jest moje, oswojone i bezpieczne. To, co przerażało mnie dwa miesiące temu, dziś jest moją codziennością podaną z chrupiącą bagietką i kawą, która smakuje jak…moja kawa.

Razem w  pakiecie ze strachem, ogromnym wysiłkiem i zmęczeniem przeprowadzki dostałam też wiele możliwości, wymarzonych podróży i szans na realizację najśmielszych planów. Gdybym się wtedy poddała strachowi, nadal byłabym w tym samym miejscu, na tym samym balkonie, z tymi samymi narzeniami, a raczej nadziejami. Dziś marzenia, krok po kroku, mozolnie, ale każdego dnia, przekuwam w działanie, i spełnienie. I to jest największa nagroda za tamtych kilka łez lęku i niepewności, popitych lampką wina.

 

Jestem ciekawa, jak u Was wyglądały przeprowadzki? Zwłaszcza te do innego kraju lub odległego miasta? Bałyście się?  Zdarzyło się Wam żałować?

2 comments
4 likes

Related posts

Komentarze

  • Izabela

    9 października 2019 at 18:35
    Reply

    Cześć, Witam kolejną Polkę w Lyonie :) Mam nadzieję, że szybko zadomowisz się w Lyonie, bo to super miasto. Powodzenia!! Pozdrawiam serdecznie, Iza

    • Monika
      to Izabela

      10 października 2019 at 11:31
      Reply

      Cześć Iza! Dziękuję :) Myślę, że już całkiem nieźle się zadomowiłam, a na pewno dużo szybciej niż się spodziewałam. Samo miasto ma jeszcze przede mną […] Read MoreCześć Iza! Dziękuję :) Myślę, że już całkiem nieźle się zadomowiłam, a na pewno dużo szybciej niż się spodziewałam. Samo miasto ma jeszcze przede mną wiele do odkrycia, na razie eksploruję jego okolice i zachwycam się jaką Lyon jest wspaniałą bazą wypadową! :) A Tobie jak się tutaj mieszka? Read Less

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Chcesz otrzymywać listy z Francji? Wpisz poniżej swój adres email, zapisz się do newslettera.

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty