Praca poniżej kwalifikacji za granicą – czy to ma sens?

Wyjeżdżamy z różnych powodów i bywa różnie. Niektóre z nas prosto do pracy, inne na uniwersytet, jeszcze inne do narzeczonego lub męża. Jedne dopiero uczą się języka, inne z certyfikatem w kieszeni ruszają na podbój świata. Niezależnie od sytuacji, każda z nas musi w którymś momencie emigracji zmierzyć się z zagranicznym rynkiem pracy i obrać swoją drogę. Każda z nas potrzebuje pieniędzy, wyzwań zawodowych, kontaktów z ludźmi i poczucia spełnienia. Choć z tym ostatnim bywa bardzo różnie. Nie jest żadną tajemnicą, że większość z nas – emigrantek, pracuje za granicą dużo poniżej swoich kwalifikacji – na przysłowiowym zmywaku. Tak się zwykło mawiać. Ale co to tak naprawdę oznacza?

Pokojówka z dyplomem

Pokojówki, kelnerki, nianie, sprzątaczki, opiekunki starszych osób – to najczęściej spotykane oferty pracy dla emigrantek za granicą. Sama byłam jedną z nich. Pracowałam jako pokojówka, kelnerka i niania, mając dyplom polonistyki i dziennikarstwa w kieszeni oraz spore doświadczenie zawodowe. W każdej z tych prac nauczyłam się nowych rzeczy, żadna z nich tak naprawdę nie była pracą poniżej moich kwalifikacji – po prostu nie była pracą w moim zawodzie.

Byłam pokojówką i nie żałuję ani się tego nie wstydzę. Wręcz przeciwnie. Ta praca pomogła mi zakotwiczyć się we Francji – mieć własne konto, własne pieniądze i legalną pracę. Pozwoliła mi poznać świetnych ludzi, w tym dwie cudowne Polki, które stały się moimi dobrymi koleżankami. I owszem – czyściłam toalety, zbierałam z podłogi włosy i najróżniejsze rzeczy, o których nie chciałabyście tu usłyszeć, dźwigałam ciężkie wory z pościelą i myłam na błysk codziennie 10 wielkich kafelkowych łazienek. Ale jednocześnie byłam doceniania i szanowana jak w rzadko której pracy. Ze strony gości hotelowych nie zaznałam żadnej przykrości, a napiwki pozostawione na poduszce sprawiały, że z uśmiechem ruszało się do niewdzięcznych obowiązków.

Poznałam kulisy zarządzania hotelem. Miałam okazję obserwować setki ludzi z różnych części świata. Pracowałam tam tylko kilka miesięcy, ale potrafiłam ocenić, co zastanę w pokoju po wyjściu rodziny Chińczyków albo pary Amerykanów. Dostałam niezwykłe lekcje życiowe i kulturowe.

Osobiście uwielbiam hotele. Jest magia w tym miejscu, gdzie spotykają się przypadkowi ludzie z całego świata, będący w drodze lub na wakacjach. Dziś, śpiąc w hotelach, mam świadomość tego, co dzieje się na zapleczu recepcji i za drzwiami pokoju, który opuszczam. Wiem, kto i jak ciężko tam pracuje, bym ja mogła spać spokojnie i cieszyć się wygodą hotelowego łóżka. Mam ogromny szacunek dla pracy, zaangażowania i każdego dowodu sympatii osób, które tam spotykam. Dziś zawsze pozostawiam po sobie porządek i drobny napiwek z krótkim liścikiem. Ale wcześniej tak nie było.

Praca poniżej kwalifikacji za granicą – czy to ma sens?

Praca pokojówki to praca jak każda inna. Ma swoje plusy i minusy jak każda inna profesja. Ja też musiałam przejść odpowiednie szkolenie, nauczyć się zasad funcjonowania hotelu, przestrzegać regulaminu. Musiałam władać językiem angielskim i uczyć się francuskiego. Musiałam wiedzieć, jak zachowywać się wobec gości hotelowych i poznać etykietę hotelowego savoir-vivre’u.

Czy to była praca poniżej moich kwalifikacji? Z formalnego punktu widzenia tak, jeśli wziąć pod uwagę mój dyplom magisterski, ukończone specjalizacje i doświadczenie zawodowe, które tak bardzo się ceni w dziesiejszym świecie. Z praktycznego punktu widzenia już niekoniecznie. A osobiście uważam, że wcale.

Nie miałam żadnego doświadczenia w pracy w hotelu. Nie znałam języka francuskiego. Wszystkiego tak naprawdę musiałam się uczyć, włącznie z takimi detalami, jak… ekspozycja papieru toaletowego. Może to wydawać się śmieszne albo i absurdalne, ale prawda jest taka, że ja się w tej pracy wielu nowych rzeczy dowiedziałam i nauczyłam. Dodatkowo, codziennie, momochodem, szkoliłam swój francuski. Któregoś dnia zaproponowano mi pracę przy obsłudze śniadań, więc uczyłam się kolejnych nowych rzeczy i obsługi hotelowych gości. Ta praca była dla mnie wyzwaniem.

Pierwsza praca za granicą zawsze jest wyzwaniem.

Praca poniżej kwalifikacji oznacza dla nas, emigrantek, coś zupełnie innego niż ta sama praca wykonywana w Polsce. Ba, często uczymy się dopiero języka, czyli tak naprawdę podstaw. Tutaj musimy budować nasze życie zawodowe zazwyczaj od nowa. Chociażby ze względu na język. Nasz polski dyplom, a często i doświadczenie niewiele tu znaczą. Oczywiście są wśród emigrantek dziewczyny, które biegle władają językiem obcym i znajdują pracę w swoim zawodzie lub wyjeżdżają na wcześniej umówione międzynarodowe kontrakty. Jednak większośc z nas musi przejść tę drabinę kariery od podstaw, od pracy, która ma niewiele wspólnego z naszym wykształceniem, ale która przybliża nas do celu. Krok po kroku. Każdy z tych etapów jest wyzwaniem.

Najważniejsze to się nie zatrzymać. Mieć swój cel, swój plan i go sukcesywnie realizować. Ja osobiście wierzę w metodę małych kroków. U mnie się sprawdza, choć czasami muszę zrobić jeden krok w tył, by z powrotem nabrać rozpędu.

Być nianią w Paryżu – cała prawda

Wysoka poprzeczka

Utarło się jednak mówić i myśleć inaczej. Pokojówka, sprzątaczka to nie brzmi dumnie, gdy rozmawiamy o naszym życiu z rodziną i znajomymi z Polski. No jedynie ta pensja w euro wygląda już znacznie lepiej. Problemem tak naprawdę nie jest to, co myślą i mówią inni, ważne jest to co my same o sobie myślimy i jak siebie postrzegamy. A zwykłyśmy stawiać sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Za wysoko. Z czego to wynika?

Zauważyłam, że wyjeżdżając za granicę mamy bardzo wyidealizowany obraz życia, jakie nas tam czeka, co samo w sobie nie jest złe, bo jesteśmy pozytywnie nastawione i pełne energii do podejmowania nowych wyzwań. Ale ten obraz sprawia potem, że jesteśmy niecierpliwe, że chcemy już, zaraz, odnosić sukcesy, wieść wspaniałe, dostatnie życie. A ono rozczarowuje, przynosi przeszkody, trudności, bariery nie do przeskoczenia od razu. Dlatego nie wyobrażam sobie innej drogi niż metoda małych kroków. Bo z każdym kolejnym rozwijamy się w odpowiednim, spokojnym tempie, przygotowujemy do kolejnych wyzwań i poprzeczek, stajemy się bardziej pewne siebie i świadome swojej wartości i możliwości, jakie mamy na danym etapie.

Cel i lekcje do odrobienia

W każdym doświadczeniu można dostrzec lekcję, jeśli tylko się tego chce. Nawet najbardziej beznadziejna z mojego punktu widzenia praca to dla mnie lekcja pokory, ale też świadomości, czego nie chcę w przyszłości robić. Na co dzień łatwo o zniechęcenie, dlatego ważny jest jasny cel i wizja naszej przyszłości. Można ją kształtować, tak samo jak żyjąc w Polsce. Pewnie zajmie Ci to więcej czasu, będzie trochę trudniej, mozolniej, ale dlaczego miałoby się nie udać?

Dostaję od Was sporo wiadomości, w których wybrzmiewają frustracje i rozczarowanie, że tak trudno znaleźć we Francji satysfakcjonującą pracę. Rozumiem Was doskonale, ale pamiętaj, że to miejsce, w którym jesteś teraz, to tylko etap. Za rok będziesz już wiedziała więcej, znała francuski lepiej, możesz się uczyć, próbować nowych rzeczy, poszerzać krąg znajomych, pójść na staż etc. Przede wszystkim jednak warto rozpisać sobie swój cel (zajrzyjcie TUTAJ do Oli Budzyńskiej, jak zrobić to z głową, żeby przynosiło efekty) i swoje marzenia. Najlepiej już, teraz, nie czekając na noworoczne postanowienia. Odkąd działam w ten sposób, nie trwonię czasu na rozmyślania i żal, tylko działam. Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale nawet jak nie wyjdzie, to przynajmniej będę wiedziała, że próbowałam. I wierzę głęboko, że to wszystko, co robiłam we Francji do tej pory – te wszystkie wyszorowane toalety, pościelone łóżka, podane obiady, zaopiekowane i wyprzytulane dzieci, inwentaryzacje i rozmowy z klientami, mój blog i freelance, że to wszystko ma sens i przybliża mnie do celu w odpowiednim tempie. A Ty? Dokąd zmierzasz?

Jestem ciekawa, co Wy sądzicie na ten temat i jakie macie doświadczenia jeśli chodzi o pracę za granicą? Zaczynałyście na przysłowiowym zmywaku czy dość szybko udało Wam się znaleźć wymarzoną pracę? Miałyście plan na swoją ścieżkę zawodową za granicą?

——————————————————————————————————————————————————————–Nie jesteś sama! Dołącz do grupy emigrantek na Facebooku! KLIKNIJ TUTAJ!

 

 

 

6 comments
10 likes

Komentarze

  • Sylwia

    26 listopada 2019 at 01:12
    Reply

    Żadna praca nie hańbi, tym bardziej gdy tworzy się coś dobrego: czyste pokoje dla gości, zadbane wyprzytulane dzieciaki, najedzeni ludzie - takie proste prozaiczne […] Read MoreŻadna praca nie hańbi, tym bardziej gdy tworzy się coś dobrego: czyste pokoje dla gości, zadbane wyprzytulane dzieciaki, najedzeni ludzie - takie proste prozaiczne rzeczy, jednak wolałabym to niż pracę w CocaColi ;). Sama w młodości pracowałam w gastronomii, aby mieć swoje pieniądze i nie ciągnąć od rodziców i wiem, że jeśli kiedyś powiem sobie dość stresu i korporacyjnych bzdur, to z chęcią wrócę kręcić pizzę, polewać piwo i szykować drinki. Doświadczenie z Francji mam jednak zupełnie odmienne niż Twoje Moniko. Ja gdy przyjechałam do mojej nowej pracy, na kontrakt wynegocjowany w Polsce, z moją firmą w której pracowałam przez 3 lata w kraju, przez pierwszy rok byłam absolutnie przekonana, że ta praca jest kompletnie powyżej moich kompetencji. Wymagania jakie stawiali mi przełożeni często mnie przerastały, słaba znajomość języka i kultury nie pomagała. Byłam jednak zdeterminowana i uparta. W końcu udało mi się odzyskać pewność siebie (co jest tematem na inny dlugi post) więc po krótce- wyszłam na prostą i teraz jest ok, jednakże moi przełożeni co chwila znajdują mi kolejne wyzwania. Dzięki temu ciągle się rozwijam, ale też jest stres, obawy, trudności. Z czasem są coraz mniej nieznośne. Człowiek się adaptuje. Dla mnie ważne, że koniec końców coś dobrego z tego wynika dla świata i ludzi. Read Less

    • Monika
      to Sylwia

      26 listopada 2019 at 17:58
      Reply

      Dziękuję Ci Sylwia za ten komentarz! :) Zupełnie inne doświadczenie i zupełnie inny start, teoretycznie łatwiejszy. Ciekawe jest to, co piszesz, że pomimo to, […] Read MoreDziękuję Ci Sylwia za ten komentarz! :) Zupełnie inne doświadczenie i zupełnie inny start, teoretycznie łatwiejszy. Ciekawe jest to, co piszesz, że pomimo to, wcale nie było łatwo na początku, co potwierdza tezę, że pierwsza praca za granicą zawsze jest wyzwaniem. Ważne jest to, co zrobimy dalej, jak się odnajdziemy, jakie mamy ambicje i cel i jakie kolejne kroki podejmiemy. Wspaniale, że się nie poddałaś, a determinacją można zwojowować naprawdę wiele. PewnośĆ siebie za granicą TO zdecydowanie topik na odzielną, długą dyskusję! ;) Ściskam Read Less

  • Sandra

    25 listopada 2019 at 21:19
    Reply

    Niejednokrotnie się zastanawiałam, dlaczego tak bardzo chciałam przeprowadzić się do Francji. W zasadzie w Polsce miałam wszystko... Karierę, ustatkowane życie, mieszkanie. Ale jednak zdecydowałam się […] Read MoreNiejednokrotnie się zastanawiałam, dlaczego tak bardzo chciałam przeprowadzić się do Francji. W zasadzie w Polsce miałam wszystko... Karierę, ustatkowane życie, mieszkanie. Ale jednak zdecydowałam się wyjechać... Czy żałuje? Na pewno jestem zadowolony, że to zrobiłam, bogdybym nie zrobiła, to całe życie bym rozmyślała, co by było gdyby 😍 Read Less

    • Monika
      to Sandra

      26 listopada 2019 at 17:49
      Reply

      Bardzo Ci dziękuję Sandra za ten komentarz! To chyba było przeznaczenie ;) właśnie mi uświadomiłaś, że myślałam bardzo podobnie, wyjeżdżając tu na stałe, a ja […] Read MoreBardzo Ci dziękuję Sandra za ten komentarz! To chyba było przeznaczenie ;) właśnie mi uświadomiłaś, że myślałam bardzo podobnie, wyjeżdżając tu na stałe, a ja też nie lubię żałować i gdybać... Read Less

  • Maria Kuzniarska

    25 listopada 2019 at 16:49
    Reply

    Baardzo mądry artykuł ! ! Maria

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Chcesz otrzymywać listy z Francji? Wpisz poniżej swój adres email, zapisz się do newslettera.

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty