„Rozmaryn i róże” – przez Prowansję i Lazurowe Wybrzeże do samej siebie

Podarowałabym tę książkę każdej emigrantce, każdej kobiecie. Mój egzemplarz pełen jest śladów słonej wody, piasek skrzypi między stronami, a papier pachnie ziołami, gałązkami lawendy i oleandrami poupychanymi jako zakładki ważnych myśli i słów. Książka „Rozmaryn i róże. Podróż do samej siebie.” Agnieszki Maciąg nie jest moją pierwszą ukochaną książką jej autorstwa, ale to właśnie ona towarzyszy mi za każdym razem, podczas naszych podróży na południe Francji.

Razem z nią odkrywałam po raz kolejny Prowansję i odpoczywałam na plażach Lazurowego Wybrzeża. Zawiodła mnie do miasteczka Gassin i jednej z najlepszych restauracji w jakich byłam, z obłędnym tarasem widokowym, gdzie postanowiliśmy zjeść naszą odświętną, romantyczną kolację podczas podróży poślubnej.

Poznawałam z nią malarstwo Cézanne’a, dotarłam dzięki niej do pięknej katedry St. Sauveur w Aix-en-Provence i ze zdumieniem odkryłam, że istnieje coś takiego jak ogrody św. Agnieszki oraz bazylika z relikwiami św. Marii Magdaleny w Saint-Maximin-la-Sainte-Baume.

Dlaczego piszę o niej dopiero teraz, prawie półtora roku od premiery? Właśnie dlatego. To jest pierwsza taka książka w moim życiu, którą jestem w stanie zabierać ze sobą na każde wakacje i czytać od nowa, od deski do deski, wpadać na fragmenty, które trafiają do mnie idealnie w danej chwili. Jej wartość odkrywa się wprost proporcjonalnie do ilości czasu poświęconej lekturze.

Podróż niecodzienna

Ale ta książka, pomimo że jest zapisem rzeczywistej podróży poprzez Ligurię, Lazurowe Wybrzeże i Prowansję, jaką Agnieszka Maciąg odbyła wraz z mężem i córeczką Helenką, nie jest tak naprawdę pozycją podróżniczą. To raczej książka, która uczy, jak podróżować, by czuć, być i przeżywać w pełni doświadczenie drogi. By nie przeoczyć miejsc, ludzi, znaków. By nie wrócić z wakacji zmęczonym i sfrustrowanym, ale prawdziwie odpocząć, nacieszyć się wspaniałymi widokami i przygodami oraz obecnością bliskich. By umieć korzystać z tego, co przynosi niespodziewanie droga, a z niedogodności i problemów wyciągać wnioski, tak jak to dzieje się na co dzień w życiu.

Taka idea podróżowania jest mi bardzo bliska. Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że razem z G. podróżujemy najczęściej spontanicznie. Nagle, w sobotę, przy porannej kawie, wpadamy na pomysł wyjazdu i kilka godzin później z krótkiej wycieczki robi się kilkuset kilometrowa wyprawa. W ten sposób, kilka tygodni temu wylądowaliśmy wieczorem na kolacji w Prowansji, mając wcześniej tylko jeden plan – zatrzymujemy się w każdej miejscowości, która się nam po prostu po drodze spodoba. Nasze odkrycia przeszły najśmielsze oczekiwania.

Czy umiesz odpoczywać?

O ile jednak nie mamy najmniejszych problemów ze spontanicznością, to jednak umieć odpoczywać podczas podróży jest prawdziwą sztuką. Ręka w górę, ilu z Was wróciło kiedyś z urlopu lub wakacji okrutnie zmęczonym, a nawet sfrustrowanym? Często biegniemy od punktu A do B, odhaczając miejsca, zabytki, muzea, jedząc w pośpiechu kanapkę i lody, nie zwracając uwagi na życie, które biegnie tu i teraz, na ludzi, którzy żyją tu na co dzień, na bliskich, którzy są z nami w tej podróży. Męczą się nasze dzieci, męczymy się my, a przecież to miały być cudowne, wyczekane wakacje. Podróż marzeń. Wycieczka, na którą wszyscy czekali.

I nagle czytam fragment książki „Rozmaryn i róże”, w którym Agnieszka pisze, że całe deszczowe popołudnie spędziła z rodziną na wspólnym malowaniu i czytaniu książek. Że odwiedzili księgarnię i butik, gdzie kupili sobie piękne notesy i przybory do malowania. Że pomimo zmęczenia po podróży, autorka wstaje o świcie, by uprawiać jogę i spacerować po ogrodzie, a potem poświęca sporo czasu na przygotowanie pysznego, pożywnego śniadania, nie zapominając o bukiecie świeżych ziół i kwiatów na stole. I nie, to wcale nie brzmi jak utopia. Bo kiedy, jak nie na urlopie, mamy czas, by wspólnie gotować, zadbać o pyszny i zdrowy posiłek, o piękną oprawę codziennych, zwykłych czynności? Właśnie wtedy!

Ja niegdyś często łapałam się na tym, że podczas podróży czułam nagle spadek formy i nastroju. A wystarczyło przenalizować, kiedy i co ostatnio jadłam, ile wody wypiłam, ile spałam godzin ostatniej nocy, by zrozumieć w mig, skąd takie samopoczucie. Łatwo o takich podstawowych sprawach zapomnieć, kiedy jest się na wyjeździe. Często, podróżując chcemy zaoszczędzić na jedzeniu, albo przeciwnie – pozwalamy sobie na fast foody, więcej wina, zapominamy o piciu wody. A przecież taki styl życia to prawdziwe wyzwanie dla organizmu, żaden odpoczynek dla naszego ciała, choćby leżało godzinami na plaży!

Odkąd razem z G. zmieniliśmy styl życia i sposób odżywiania, staramy się przed wyjazdem zadbać o dobre jedzenie lub zaplanować posiłek w restauracji. To szczególnie ważne we Francji, gdzie lokale są otwarte tylko w określonych godzinach. Wiele razy zdarzyło się nam, że z obiadu robiła się kolacja, a my głodni, słabi i zmęczeni traciliśmy czas na szukanie jakiejkolwiek ciepłej przekąski w okolicy. Po co to wszystko tutaj piszę? Czytając książkę „Rozmaryn i róże” zauważyłam, że Agnieszka Maciąg sporo pisze o posiłkach, zarówno tych, które wspólniez mężem przygotowywali, jak i tych, które kosztowali w regionalnych knajpkach Włoskiej i Francuskiej Riwiery. A przecież zdrowy i dobry posiłek to podstawa, to paliwo, które daje siłę i energię, wreszcie poznawanie egzotycznej kuchni to jedno z najwspanialszych podróżniczych doświadczeń.

„Rozmaryn i róże” – podróż do samej siebie

Książka zmusiła mnie do zastanowienia się nad moim podejściem do podróżowania. Do tego, jak reaguję na niesprzyjające okoliczności, jak podczas wyjazdów odpoczywam i czy korzystam z nich w pełni. To, co proponuje  autorka, wbrew pozorom, jest proste i trudne zarazem.Skłoniła mnie, by zwolnić jeszcze bardziej. Odkrywać miejsca zupełnie na swój sposób, szukać w nich tego, co nas najbardziej pociąga, a nie to, co podpowiadają ogólne przewodniki.

„Rozmaryn i róże” to książka o życiu, tej najważniejszej podróży do swojego serca. Agnieszka Maciąg dzieli się z czytelniczkami przemyśleniami i inspiracjami dotyczącymi wewnętrznego rozwoju, aby mogły odnaleźć w sobie siłę do spełniania marzeń i potrafiły dostrzec w każdym zdarzeniu, nawet trudnym, wartość i sens.”- czytamy na okładce książki.

I tak właśnie jest. Dlatego podarowałabym tę książkę każdej kobiecie. Bez względu na to, czy marzy o dalekich podróżach, czy woli odpocząć w zaciszu swojego domu. Tak naprawdę każda z nas codziennie odbywa swoją kolejną podróż, nie wiedząc, co ją czeka za kolejnym zakrętem dnia. Czekają na nas wyzwania, ale i marzenia do spełnienia. Ofiarowując i polecając tę książkę, chciałabym, żebyśmy stawiając czoła tym pierwszym, nigdy nie zapominały o tych ostatnich.

Jak zacząć dobrze nowy rok?

Grudzień to czas podsumowań, ale i planów. Za mną trudny rok. Rok zmian, przeprowadzki do Lyonu, nowych wyzwań w nowej pracy, a jednocześnie rok pełen tylu pięknych podróży i spełnionych marzeń. Ta książka, jak i kilka innych Agnieszki, towarzyszyły mi bardzo mocno podczas tych ostatnich dwunastu miesięcy. Miałam o niej napisać już dawno, z bardziej pragmatycznego i podróżniczego punktu widzenia. Całe szczęście, że tego nie zrobiłam. 😉

Każda książka ma swój czas w naszym życiu. Może w nowym roku przyjdzie czas na Ciebie?

Gorąco Wam ją polecam! Zarówno jako towarzyszkę podróży po Francji, jak i inspirację do spełniania marzeń w nowym roku!

„Spójrz na swoją mapę marzeń i odważ się zrobić pierwszy krok…”

Tego Wam życzę.

PS. Książkę możecie obecnie kupić TUTAJ w promocyjnej cenie. Macie 30% zniżki! Myślę, że to świetna okazja, by zrobić komuś prezent pod choinkę. Taki od serca. Np. emigrantce 😉

Kto z Was już czytał?

0 comments
2 likes

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Chcesz otrzymywać listy z Francji? Wpisz poniżej swój adres email, zapisz się do newslettera.

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty