Trzeba sobie w życiu jakoś radzić – mówili mi.

I mieli rację. Mówili tak, gdy byłam dzieckiem, gdy stawałam się nastolatką, a potem gdy szłam na studia. Na szczęście jeszcze wtedy nie rozumiałam tych słów. Nie mogłam ich rozumieć. Nie mogłam wiedzieć, jakie wyzwania czekają na mnie w życiu. I dobrze, że tak jest. Jako małe dziecko trwałam w swojej błogiej nieświadomości i dalej lepiłam babki z piasku. Wtedy wydawało się mi, że życie jest proste. Że wystarczą piątki w dzienniczku, pasek na świadectwie i kieszonkowe za grzeczne zachowanie. A potem odpowiednie studia i dobre, ustabilizowane życie. Trwałam w tym przeświadczeniu aż do ostatniego roku studiów.Wszystko wydawało się być na dobrej drodze.

Ale życie tak nie działa.

Dokładnie pamiętam tamten dzień. Który odmienił całe moje życie.
Jest ponure, deszczowe popołudnie. Siedzę kolejną godzinę w poznańskiej Bibliotece Raczyńskich i piszę referat. Skrzypiąca, stara podłoga przyprawia mnie niemalże o ból brzucha. Mam dość, nie chcę tak. Kochałam swoje studia całym sercem i nigdy nie zamieniłabym je na żadne inne. Ale tego dnia podejmuję decyzję. Wyjeżdżam do Afryki. Spełnię swoje największe marzenie. Gdzie, co, jak i za co – tego jeszcze nie wiem. Ale decyzja zapadła. Jeszcze tego samego dnia, w tej samej bibliotece, natrafiam w Internecie na organizację pozarządową, która wysyła świeckie osoby na misje do Afryki. Tydzień później jestem u nich na spotkaniu, które wcale nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia. Kilka tygodni później ląduje w Krakowie na spotkaniu wolontariuszy, które już na zawsze odmieni moje życie. Półtora roku później odbieram telefon, który przyprawia mnie o prawdziwe palpitacje serca. Dostaję propozycję wyjazdu na misję do Zambii. Miesiąc później, czyli niemalże z dnia na dzień, dokładnie w dniu swoich 25-tych urodzin ląduję na moim wymarzonym Czarnym Lądzie, gdzie spędzę kolejne siedem miesięcy. Siedem najpiękniejszych i najbardziej fascynujących miesięcy mojego życia, które zmienią mnie już na zawsze. Jestem w szoku. Sprawiłam, że niemożliwe stało się możliwym. Zdobyłam się na coś, co wydawało się istnym wariactwem dla mojego otoczenia i chyba dla mnie samej. Skoro ja, Monika, niepozorna dziewczyna z małej wioski, spełniam swoje największe marzenie życia w wieku 25 lat, to znaczy, że wszystko jest możliwe. Czułam, że świat stoi dla mnie otworem. Udowodniłam sobie, że mam siłę, która pozwoli mi iść za marzeniami i takim życiem, jakiego naprawdę pragnę.

Ale życie tak nie działa.

Po powrocie do Polski przeżyłam szok powrotny, który jest czymś normalnym, ale wtedy tego nie wiedziałam. Nie mogłam wiedzieć także, że za jakiś czas nawet napiszę o tym ebooka. Ale życie tak właśnie działa. Zapadłam się w sobie na kilka dobrych miesięcy, ale wiedziałam też, że w życiu trzeba sobie jakoś radzić. Któregoś dnia spakowałam więc dwie wielkie walizki i wyprowadziłam się na drugi koniec Polski, spełniając swoje dawne marzenie o życiu w Krakowie. Znalazłam przytulne mieszkanie, wspaniałe współlokatorki i wymarzoną pracę. Poradziłam sobie. Wydawało się, że już tak zostanie…

Ale życie tak nie działa.

Prawdziwa rewolucja życiowa miała dopiero nadejść. Zakochałam się i wyjechałam na emigrację. Do kraju, którym się szczególnie nie interesowałam i którego języka nie znałam. Wydawało mi się wtedy, że życie za granicą to wspaniała perspektywa i cudowne możliwości. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że emigracja to największe z dotychczasowych wyzwań w moim życiu.

Po trzysiestukilku latach życia wiedziałam już też, że Paryż nie będzie ostatnim przystankiem w moim życiu. Że nadejdzie dzień, w którym stąd wyjadę. Ten dzień właśnie nadszedł.

Nie zastanawiam się już nad słusznością i niesłusznością tej decyzji. Bo życie tak nie działa.
Mam tylko nadzieję, że i teraz jakoś sobie poradzę.

cdn…

0 comments
11 likes

Related posts

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Chcesz otrzymywać listy z Francji? Wpisz poniżej swój adres email, zapisz się do newslettera.

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty
ad