Wersal, jakiego nie znacie

Z pierwszej wizyty w Wersalu pamiętam, jak zauroczyła mnie architektura miasta w jesiennej odsłonie, a następnie zniechęcenie, kiedy zobaczyliśmy ogromną kolejkę biletową przed pałacem, w której przyszło nam potem stać dobrą godzinę. Do dziś wspominam też, jak duszno i tłoczno było w komnatach i jak znużenie ogarnęło mnie w połowie zwiedzania… Rozczarowani opinią? No cóż, może to nie był najlepszy dzień na zwiedzanie, ale jeśli mogę Wam coś doradzić, to wybierając się do Wersalu, zabierzcie ze sobą dużą butelkę wody mineralnej i uzbrójcie się w cierpliwość.

Oczywiście piękna, przepychu i stylu nie można odmówić Wersalowi i nie odważyłabym się zniechęcać Was do odwiedzenia tego historycznego miejsca. Wszak mowa o rezydencji królów francuskich. Ja z pewnością jeszcze tam wrócę, choćby po to, żeby zaszyć się w niesamowitych ogrodach, które otaczają pałac. Myślę, że spokojnie na taki spacer można by przeznaczyć całą niedzielę. Wrócę tam także, by skonfrontować swoje pierwsze wrażenia z rzeczywistością, której obraz być może zniekształciły okoliczności pogodowe i zmęczenie.

Ale ja wcale nie o tym dziś… Nie o pałacu. Będzie o Wersalu, o mieście i jego zakątkach.

To właśnie zabudowa miasta, jego kamienice, stylowe budynki, uliczki stanowią o jego wyjątkowości. Trzeba pamiętać, że to miasto ma bogatą historycznie przeszłość i wyjątkowego królewskiego ducha. Chciałabym Was gorąco zachęcić, byście wyszli poza złote bramy Wersalu i przyjrzeli się architekturze miasta, a także nieco bardziej skosztowali jego królewskiego i niekrólewskiego klimatu.

Od pierwszej wizyty w Wersalu minęło już trochę czasu i miałam okazję jeszcze kilkakrotnie odwiedzić to miasto. Ale już w innym charakterze. Tak, jak lubię. Wchodząc tam, gdzie inni zazwyczaj nie zaglądają i biorąc pod lupę różne napotkane detale codzienności. Na przykład zegary 😉

Tydzień temu znowu miałam okazję odwiedzić Wersal. Wybrałam się na spontaniczną wycieczkę z Muszkieterem, który musiał tam pojechać służbowo do kilku firm. Pojechałam więc z nim. Nie było czasu ani planu na zwiedzanie jakichś konkretnych obiektów – ot podróż przed siebie, testująca uważność i spostrzegawczość, a także otwartość na nieoczywistości w oczywistym miejscu. Zapraszam na spacer po Wersalu, jakiego nie znacie. Na spacer subiektywny.

Na koniec wycieczki złożyliśmy wizytę pewnym przesympatycznym osobnikom. Wokół Wersalu znajduje się kilka szkół jeździeckich i sprzyjających temu sportowi zielonych terenów. Miejsce magiczne, ustronne, ciche. Zwłaszcza o zachodzie słońca.

A na Was jakie wrażenie zrobił Wersal? Podzielcie się w komentarzach.

0 comments
0 likes

Related posts

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Chcesz otrzymywać listy z Francji? Wpisz poniżej swój adres email, zapisz się do newslettera.

Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty
ad