Życie jak w bajce

Powroty zazwyczaj nie są łatwe. Zwłaszcza po urlopie. Zanim jednak podzielę się z Wami refleksjami z bardzo krótkich w tym roku wakacji, pozwólcie, że wrócę jeszcze na moment do bajkowego świata Disneylandu. Moje pierwsze wrażenia opisałam tutaj.

Miejsce wywarło na mnie niesamowite wrażenie i w moim przekonaniu jego popularność nie jest w wcale przesadzona. Zazwyczaj mam uprzedzenia do takich top miejsc, ale tym razem naprawdę milo było się pozytywnie zaskoczyć. I, co tu dużo mówić – słono zapłacić.

Disneyland urzekł mnie. Wprawdzie na liczniku dopiero 😉 30-tka i wydawało mi się, że nie obrosłam jeszcze zbyt mocno w dorosły pancerz racjonalności, sztywności i powagi, to zapewniam Was, że to miejsce pozwala na prawdziwą konfrontację z tym, jak głęboko chowamy swoje wewnętrzne dziecko, spragnione spontaniczności i dobrej zabawy. I dzieje się to automatycznie, gdy tylko przekraczasz próg tego bajkowego świata. Śmiem twierdzić, że wkraczasz w inny stan umysłu. Mówiąc banalnie – jest magicznie 😉

Przekraczasz więc tę magiczną bramę z napisem „Bienvenue”, wchodząc tym samym do innego świata. Do bajkowego miasteczka, pełnego uroczych domków z baśniowymi witrynami, kolorowymi oknami i fantazyjnymi wieżyczkami. W powietrzu unosi się zapach waty cukrowej, a na każdym kroku towarzyszy Ci muzyka Disneya, która przywołuje w pamięci beztroskie momenty dzieciństwa, pełnego kolorowych bajek, pięknych księżniczek, zła zwyciężanego dobrem, marzeń naiwnych i nieustannej gry wyobraźni.

Dookoła Ciebie uśmiechnięte buzie dzieciaków i nie mniej zachwyconych rodziców, dziadków, cioć i wujków. Trwa wielki bal karnawałowy w środku lata. Dziewczynki odziane w sukienki księżniczek i chłopcy w zbrojach rycerskich wymachujący mieczami. Wszyscy chcą się poczuć bohaterami. Także dorośli z uszami Myszki Miki na głowach nie odstają od swych pociech 😉 Wszyscy chcą się świetnie bawić i tu mają do tego pełne prawo i najlepsze z możliwych warunki. Atmosfera sprzyja zapomnieniu o codziennych ¨tak ważnych¨, dorosłych sprawach i sztywnych konwenansach.

Wycieczka do Disneylandu to nie tylko znakomita zabawa i jazda na karuzelach, ale też niecodzienna podróż poprzez świat różnorodnych bajek. Najlepsza z możliwych opcji to zapoznanie z nimi dziecka, zanim tu przyjedzie.

Nie do końca jestem w stanie zrozumieć rodziców pchających tu wózki z kilkumiesięcznymi zaledwie, płaczącymi lub śpiącymi maluchami. Jak dla mnie to męka i dla dziecka, i dla rodziców.

Z kolei dla dziecka, które właśnie poznało historię Pinokia, wizyta w domu u Gepetto musi być czymś niesamowitym. Sama byłam świadkiem, co działo się w główkach malców, dzięki którym znaleźliśmy się w Disneylandzie. Pytań nie było końca. Niesamowita uważność, wrażliwość na szczegóły, gra wyobraźni i skojarzeń.

Dzieci wbrew pozorom są niesamowicie uważne. Naprawdę warto czasami spojrzeć na świat ich oczami. I odświeżyć optykę. Nauka poprzez zabawę to najlepsza metoda jaką – jako była nauczycielka – znam. A Disneyland to miejsce wymarzone na taką bajkową lekcję.

Jedną z głównych atrakcji, wartych zobaczenia i przeżycia jest z pewnością bajkowa parada, która około godziny 18. przemierza główny trakt świata Disneya. Możecie wówczas zobaczyć na żywo wszystkie największe postaci z bajek, które machają, wysyłają całusy, wytykają języki i tańczą na wielkich, kolorowych, ruchomych platformach.

Z megafonów rozbrzmiewa muzyka, przy której gwarantuję Wam – nie będziecie potrafili ustać w miejscu. Warto dać się ponieść temu kolorowemu, roztańczonemu tłumowi. Warto, generalnie, dać się ponieść temu miejscu, zabawie i chwili. Ja niosłam tę pozytywną energię przez wiele kolejnych dni – zwłaszcza wstając rano do pracy i zmagając się na co dzień z rożnymi ¨ważnymi¨ sprawami. Ciekawe, czy rozpoznacie wszystkich bohaterów ze zdjęć 😉

Na koniec muszę wspomnieć o wielkim i niesamowitym show, które odbywa się tam na koniec dnia i którego po prostu nie można przegapić. Pokaz fajerwerków, a także niezwykły spektakl wizualno-dźwiękowy, z wykorzystaniem nowoczesnych laserów, świateł, fontann wodnych i muzyki. To wszystko po zachodzie słońca. Najbardziej niesamowite widowisko plenerowe, jakie w życiu widziałam – no może poza dorocznym pokazem fajerwerków, które odbywa się 14 lipca pod Wieżą Eiffla 😉 Warto!

My – dorośli, tego dnia podążaliśmy za dziećmi. To oni byli naszymi najlepszymi przewodnikami i to oni tego dnia wyznaczali kierunki zwiedzania, przerwy, a także menu 😉 Dzięki nim, z niekrytą frajdą wpałaszowałam pizzę w kształcie głowy Myszki Miki :), a także dałam się namówić na najstraszniejsze karuzele, które okazały się być największymi atrakcjami dla nas wszystkich. Tego dnia brzuchy bolały nas ze śmiechu nie raz. I to jest właśnie magia tego miejsca.

Jestem ciekawa, czy mieliście podobne wrażenia. Czekam na Wasze komentarze 🙂

0 comments
0 likes

Related posts

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie

Paryż miałam w planach co najwyżej na… emeryturę. Ale życie uwielbia płatać figle. Przyjechałam do Paryża z miłości do mężczyzny, a zostałam z miłości do tego kraju. Dziś witam Was na moim lyońskim balkonie, przy stoliku oplecionym zapachem lawendy i z filiżanką aromatycznej kawy w dłoni. To moja prywatna café. Moje codzienne radości i smutki, zachwyty i zmagania z życiem na emigracji, roztrząsane przy małej czarnej. Zapraszam Was w (nie)codzienną podróż po Francji, podczas której Paryż będzie tylko jednym z przystanków.
Czytaj dalej

Listy z Francji

Zapisz się na newsletter Emigrantki

Airbnb – skorzystaj z mojej zniżki!
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty