Znacie to uczucie? Wszyscy dookoła rozmawiają o tym, kiedy, gdzie i na jak długo, facebookowe ściany oblepione roześmianymi twarzami wylegujących się na piasku głów, brzuchów, a najczęściej chyba stóp 😉 A Ty wstajesz rano, wzdychasz do słońca, potem do Facebooka, potem do mocnej kawy, wsiadasz w metro i pędzisz do pracy… Mam tak od miesiąca. Nie wiem dlaczego, ale odkąd mieszkam we Francji, odnoszę wrażenie, że jestem jedyną osobą pracującą w wakacje. To oczywiście absurdalne, bo przecież nawet w moim miejscu pracy nie jestem sama – działają sklepy, urzędy, komunikacja miejska. Ale prawdą jest, że w Paryżu bardzo czuć wakacje, a dla Francuzów to po prostu święty czas wypoczynku. Przede wszystkim Paryż pustoszeje, zwłaszcza w sierpniu, a wiele firm w tym czasie jest zamkniętych. Paryżanie wyjeżdżają – widać to w sposób szczególny na dużo mniej niż zazwyczaj zakorkowanych drogach. Przyjeżdżają za to turyści – roześmiani, zrelaksowani, pełni ciekawości i zachwytu w oczach. To chyba właśnie oni sprawiają, że czuć w powietrzu zapach wakacji i przygody.



Mój urlop ciągle przede mną… Ale w ostatni piątek udało nam się wyrwać z miasta. I to na plażę, nad morze. Uwielbiam Francję za to, że wszędzie tu blisko do pięknych miejsc – morza, gór, różnorodnych regionów z całym bogactwem tradycji, pięknych widoków, pysznego jedzenia i lokalnych trunków. Pojęcie „blisko” jest tu oczywiście względne, choćby przez fakt na to jak dużą ten kraj ma powierzchnię, mam raczej na myśli to, że Francja pełna jest pięknych i atrakcyjnych pod rożnymi względami miejsc, które napotkacie podróżując tu w jakimkolwiek kierunku.


Znamy już bardzo popularne wśród Paryżan i nieco snobistyczne Deauville, Dieppe z kamienistą plażą, na której rok temu obchodziłam swoją 30-tkę, a tym razem wybraliśmy się do Quend-Plage-les-Pins – także nad Morzem Północnym. To ok. 2h drogi z Paryża. Świetna opcja na jednodniowy wypad. Przetestowaliśmy to w dzień, kiedy pogoda była prawdziwie huśtawkowa. Kiedy wyjeżdżaliśmy spod Paryża, było 20°C, w drodze zaczęło padać, a temperatura spadła do 17°C… Prognozy pogody w TV, radiu i internecie rozmijały się ze sobą całkowicie. Był moment, że mieliśmy ochotę zawrócić, ale nasza determinacja i wizja beztroskiego plażowania sprawiły, że dotarliśmy na miejsce. Całe szczęście, bo dzień okazał się naprawdę fantastyczny. A złożyły się na to rożne czynniki. Po pierwsze, zaraz po tym, jak urządziliśmy sobie piknik na plaży, wyszło słońce i zrobiła się piękna pogoda. Po drugie – mieliśmy okazję doświadczyć potęgi sił morza i obserwować jego swoiste fanaberie, czyli efekty odpływu i przypływ, który odbywał się na naszych oczach, w tempie błyskawicznym. Akcja ratowanie koca średnio co 15 minut. I wreszcie trzecia sprawa, właściwie najważniejsza – spędzaliśmy ten dzień z naszymi wakacyjnymi gośćmi, czyli dziećmi, a taka perspektywa zmienia całkowicie optykę postrzegania świata – zwłaszcza jego zwyczajnych aspektów, które nagle stają się nadzwyczajnie niesamowite. Lubię to bardzo i polecam na wakacje! Nie ma leżingu plackiem i smażingu z bolącym efektem końcowym. Jest pluskanie, nurkowanie, krzyki, rekiny i meduzy. Są zamki z piasku, fortece i kanały. Obrzucanie błotkiem, zbieranie muszli i kamieni. Puszczanie latawców, szukanie łopatki i wiaderka. Jest zachwyt biedronką i uciekanie przed osą. Nic nie jest oczywiste, a świat jest pełen zagadek i pytań, na które często trudno znaleźć logiczną odpowiedź. Jedno w tym wszystkim jest pewne – świat jest piękny i ciekawy, a natura nieprzewidywalna, niesamowita i wszechmocna. Błysk w oczach dziecka mówi wszystko i ta determinacja, gdy z łopatką i wiaderkiem walczy z falami… Próbowaliście? 😉









Ok. godziny 18 nad morze nadciągnęły ciężkie chmury i spadł rzęsisty deszcz. Przemoczeni do ostatniej suchej nitki, wysmagani wiatrem, słońcem i słoną wodą, pełni wrażeń i z szerokimi uśmiechami – wracaliśmy do domu. Szczęśliwi.
Jutro Disneyland 😉

